Jedną z instytucji, która zdecydowała się na radykalne obniżenie uposażenia wysokiej rangi biznesmenów, jest amerykański potentat finansowy Goldman Sachs. Każdy z 400 partnerów banku zarobił w ubiegłym roku od 3 do 6,5 mln dolarów brutto. To blisko o połowę mniej, niż wynosiły ich dochody w 2010 r. Takiej samej skali cięcia dotknęły także zarobki prezesów Morgan Stanley, innej czołowej instytucji finansowej USA.

Zarządy największych banków świata zdecydowały się na ograniczenie pensji prezesów z kilku powodów. Najważniejszym są bardzo słabe nastroje na giełdach oraz rynkach finansowych. Z tego powodu proporcjonalnie spadły zarobki banków na transakcjach finansowych, od których uzależnione są uposażenia dilerów.

Po wtóre cięcia pensji zarządu są tylko częścią szerszego planu ograniczenia kosztów banków. Banki szukają oszczędności z powodu wielkich strat, jakie poniosły od 2008 roku na kredytach hipotecznych, oraz dodatkowych kosztów, jakich się spodziewają z powodu nowych norm ostrożnościowych wprowadzanych latem tego roku przez Bank Rozliczeń Międzynarodowych. Łącznie 25 największych banków świata tylko w minionym roku zwolniło 103 tysiące pracowników.

Wreszcie zarządy banków zdecydowały się na obniżenie uposażenia dyrekcji z powodu presji społecznej. Zdaniem przywódców UE, ale także prezydenta Baracka Obamy, dotychczasowy system wynagradzania dilerów i prezesów nadmiernie sprzyjał podejmowaniu przez nich ryzykownych, często spekulacyjnych strategii rozwoju.

We Francji dodatkowym powodem oszczędności jest spodziewane wprowadzenie w tym roku podatku od transakcji finansowych, którego koszt wyniesie około 10 mld euro rocznie.