Dobrze, że prezydent Bronisław Komorowski włącza się w dyskusję na temat starzenia się ludności. Rząd po wygaszeniu w 2008 r. przywilejów emerytalnych i kadłubkowym projekcie programu aktywizacji 50+ nie ma pomysłu, co zrobić, aby więcej starszych osób pracowało. Udział prezydenta w tej debacie pomoże także obalać wiele narosłych wokół starszych osób mitów.

Mit 1. Starzenie się ludności – dopust boży

Jeszcze 100 lat temu żyjący wtedy ludzie mogli tylko pomarzyć, by żyć tak długo, jak my dziś. Wydłużające się życie nie jest wiszącym nad naszymi głowami toporem, ale sukcesem.

Ale nie można udawać, że nic się nie zmienia, i nie wydłużać np. aktywności zawodowej. W sukurs decyzji o podnoszeniu wieku emerytalnego powinna też iść poprawa systemu ochrony zdrowia, systemu opieki, system szkolenia przez całe życie, angażowanie ludzi w podeszłym wieku w działalność społeczną. Musimy też podjąć rzeczywisty trud prowadzenia polityki rodzinnej. Po prostu – nauczyć się wykorzystywać nasz potencjał, a nie straszyć, że za 20 lat osób 65+ będzie dwa razy więcej niż obecnie.

Mit 2. Starsi zabierają pracę młodym

Ten szkodliwy mit jest tak zakorzeniony, że skusił w 2002 roku świeżo upieczonego ministra pracy i polityki społecznej Jerzego Hausnera. Profesora ekonomii. Wystąpił on z propozycją całkowitego zakazu pracy dla emerytów. Na szczęście się z tego wycofał. Mit ten wynika ze statycznego spojrzenia na gospodarkę i braku refleksji.


Nie jest prawdą, że liczba miejsc pracy w gospodarce jest reglamentowana. Najlepiej dla niej, jeśli pracują wszyscy, którzy mogą – bogactwo i dobrostan biorą się z pracy. Jeśli więc zdolne do niej osoby są zdezaktywizowane, to dla gospodarki strata: pracujący muszą płacić wyższe składki, a przez to są drożsi i firmom trudniej ich zatrudnić.

Jeśli ten mit byłby prawdziwy, nie mielibyśmy na początku tego wieku bezrobocia. Pobiliśmy wtedy rekord liczby osób na świadczeniach społecznych. Tyle tylko, że bezrobocie w lutym 2003 roku sięgnęło historycznego maksimum – 20,7 proc. Mitowi temu przeczą też dane światowe. W Szwecji np. pracuje ponad 70 proc. osób w wieku 55 – 64 lata, a bezrobocie wynosi tam 7,4 proc. Te obserwacje potwierdza minister w Kancelarii Prezydenta Irena Wóycicka. – Tradycja dezaktywizacji osób starszych nie zdała egzaminu. Okazało się, że nie tworzy ona nowych miejsc pracy dla młodych – wskazywała wczoraj na spotkaniu w Pałacu Prezydenckim.

Mit 3. System oddaje, co wpłaciłem

Wiele osób w wieku 55 – 60 lat przekonuje do wcześniejszych emerytur, wskazując, że tylko odbierają to, co wpłaciły. Tak nie jest. Np. 55-letnia kobieta, która poszłaby na emeryturę w ZUS, ma statystycznie do przeżycia 27,73 roku. A z ZUS otrzymuje średnio 1,7 tys. zł. Dostanie więc do końca życia (bez uwzględniania waloryzacji) 565 tys. zł. A płaci do ZUS składki na emeryturę przez około 27 lat i odkładając 19,52 proc. pensji, wpłaca 221 tys. zł. Manko wynosi więc 344 tys. zł. To dlatego ZUS ma takie problemy. Krótko płacimy składki, długo otrzymujemy dość wysokie świadczenia. Ucieczką od tego strukturalnego deficytu jest dłuższa praca. Jeśli się na nią nie zdobędziemy, zapłacimy wyższe składki albo nie dostaniemy świadczeń.


Mit 4. Upragniony odpoczynek

Prof. Anna Giza-Poleszczuk w raporcie „Dezaktywizacja osób w wieku okołoemerytalnym” przytacza wyznania osób, które skorzystały z wcześniejszej emerytury: „Jak człowiek idzie na emeryturę, to już idzie umrzeć”; „Jak pójdą na emeryturę, to już jest po życiu”. Nie jest to reguła, ale często odchodzący z rynku pracy czują się zmarginalizowani.

Możliwość szybkiej ucieczki na emeryturę bywa też tzw. dyskryminującym przywilejem. Pracodawca, wiedząc, że pracownik wkrótce odejdzie z firmy, przestaje w niego inwestować, pomija w awansach, podwyżkach. To działa jak sprężarka – powoduje mniejszą motywację do pracy.

Mit 5. Zbyt chory, by pracować

Nieuprawnionym mitem jest też twierdzenie o niemożności przekwalifikowania, braku nowoczesnej wiedzy, gorszej pracy starszych osób. Są one np. bardziej dyspozycyjne, a osoby, które mają 50 – 55 lat, w wielu przypadkach większość kariery przepracowały w gospodarce rynkowej. Miały dostęp do nowoczesnych technologii. 20 lat temu miały 30 – 35 lat i dopiero zaczynały pracę. Nieuprawnione jest także twierdzenie, że osoby po pięćdziesiątce są tak schorowane, że nie mogą dłużej pozostawać na ryku pracy, bo pracowały ponad siły w PRL, w fatalnych warunkach, wyrabiając 200 proc. normy. Poprawia się nasza kondycja zdrowotna, a od 20 lat takie osoby pracują w nowych realiach.