Na Wyspach, gdzie do końca obecnej dekady odejdzie z zawodu pielęgniarki co trzecia osoba, brak białego personelu stał się sprawą palącą. Postanowiono więc, że aby ściągnąć kadrę z zagranicy, trzeba złagodzić kryteria.

Do tej pory pielęgniarki z nowych krajów członkowskich, które nie miały automatycznie uznawanych kwalifikacji (akceptowane są np. dyplomy medycznych studiów magisterskich i licencjackich), musiały przed rozpoczęciem pracy w Królestwie przechodzić intensywny, nawet półroczny kurs adaptacyjny.

Teraz aby podjąć pracę na oddziale, wystarczy zdać dwudniowy test umiejętności, który składa się z części praktycznej i teoretycznej.

– Złagodzone wymogi to szansa na natychmiastowe podjęcie pracy w Wielkiej Brytanii np. dla absolwentek liceów medycznych – podkreśla Elżbieta Buczkowska, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Dorota Gardias, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, obawia się jednak, że tym samym jeszcze bardziej pogorszy się sytuacja kadrowa w polskich szpitalach, w których już są duże luki personalne.

Szczególnie brakuje pielęgniarek anestezjologicznych i neurologicznych, a właśnie te są najczęściej poszukiwane przez brytyjskich pracodawców. Tyle że zarobki pielęgniarki w Wielkiej Brytanii wahają się od 20 do 26 tys. funtów brutto rocznie. Doświadczona pielęgniarka w londyńskim szpitalu może więc zarobić ok. 9,5 tys. zł miesięcznie. W Polsce jest to 2,5 – 3,5 tys. zł. Według szacunków Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych po 2004 r. wyjechało do pracy za granicą co najmniej 12 tys. pielęgniarek.