"Polscy specjaliści i menedżerowie nie wykazują do tej pory dużego zainteresowania migracją zarobkową do Niemiec" – mówi nam Artur Skiba, wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, dyrektor zarządzający w firmie Antal International. Podobne warunki zatrudnienia, ustabilizowana sytuacja zawodowa i osobista w Polsce sprawiają, że tak duża zmiana staje się w ich ocenie ryzykowna i nieatrakcyjna. Co więcej, w przypadku części specjalistów, mających duże doświadczenie i niszowe kompetencje, ewentualna przeprowadzka byłaby po prostu stratą.

"Aby utrzymać ponad 3-proc. wzrost PKB, Niemcy oferują zatrudnienie niewykwalifikowanym i wykwalifikowanym pracownikom fizycznym. A z naszych obserwacji wynika, że ci ostatni, zwłaszcza z terenów przygranicznych, są i będą zainteresowani wyjazdem do Niemiec" - podkreśla Skiba. Na razie nie ma jednak po nie wyścigu, zwłaszcza w miejscowościach oddalonych od granicy. "Od trzech miesięcy mamy ponad 200 ofert dla pracowników, którzy mogliby być zatrudnieni przy obsłudze klientów w niemieckich parkach rozrywki i kasynach. Proponuje się im pensje od 1200 euro wzwyż" - informuje Bernadeta Ignasiak z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu.

Także Andrzej Grudniok, prezes firmy Kadry APT, twierdzi, że nie ma na razie ogromnego boomu wyjazdowego do Niemiec, choć przygotowania do wyjazdów są coraz bardziej zaawansowane. Ofert zatrudnienia nadsyłanych zza Odry jest więcej niż dawniej. "Prowadzimy rozmowy z kilkoma klientami zainteresowanymi zatrudnieniem osób przy sprzątaniu, do pomocy w kuchni i kelnerów" - mówi Grudniok. Takich negocjacji jest dużo. "Obecnie doprecyzowane są warunki współpracy, umów między firmami, agencjami i kandydatami do pracy. Przewidujemy realizację kontraktów z niemieckimi partnerami w ciągu 2 – 3 tygodni" - mówi Marta Zięba-Szklarska, ekspert SAZ i prezes Alter FM Group Sp. z o.o. Dodaje, że zdecydowany wzrost zatrudnienia polskich pracowników w Niemczech jest dopiero przed nami.