W ubiegłym tygodniu wróciło do Polski ponad 20 osób, których pośrednik wysłał do pracy w Hiszpanii, obiecując im dobrze płatną pracę w hotelach na Costa Brava. Od każdej zainkasował po 2 tys. zł za koszty transportu i mieszkania oraz proces rekrutacyjny. Na miejscu okazało się, że na Polaków nikt nie czeka. W Hiszpanii, gdzie bezrobocie sięga 20 proc., o pracę jest trudniej niż w Polsce.

Wysypu takich oszustw eksperci z resortu pracy, Fundacji Itaka i Polskiego Forum HR spodziewają się po otwarciu niemieckiego rynku pracy. Według Wiesława Gomulskiego, psychologa pracy, najbardziej narażone na oszustwa są osoby słabo wykształcone, młode, nieznające języka i będące bez pracy przez 2 – 6 miesięcy.

Z dużym dystansem radzą specjaliści podchodzić do anonsów oferujących pracę dla osób bez kwalifikacji i bez znajomości języka. Dla uwiarygodnienia ogłoszenia oszuści często podają jako miejsce docelowej pracy dobrze znane firmy, np. markety Tesco, sieć hoteli Ibis czy zakłady Opla. Jako numer kontaktowy zawsze podawana jest komórka na kartę.

Zwykle za załatwienie pracy pseudo pośrednicy nie chcą wiele:100 – 500 zł. Kiedy osoba zainteresowana wpłaci pieniądze na konto, kontakt z nimi się urywa. – Nikt nie wie, ile rocznie w Polsce jest takich przypadków, bo poszkodowani z reguły nie zgłaszają się na policję – mówi Zuzanna Ziajko z Fundacji Itaka.

Znacznie więcej tracą ci, którzy skuszeni nieuczciwą ofertą ogłoszenia wyjechali za granicę, płacąc nie tylko za bilet, lecz także często zaliczkę na poczet wynajmowanego mieszkania. Do polskich władz konsularnych w Londynie co miesiąc trafia po 20 – 30 takich oszukanych osób. Tymczasem agencje pracy tymczasowej nie mają prawa pobierać z góry żadnych opłat, a proponowana przez nie płaca nie może być niższa niż płaca minimalna. Pzybywa też poszkodowanych przez certyfikowane agencje pośrednictwa pracy: skarżą się na złe warunki pracy i zakwaterowania oraz niskie płace.

Obecnie w Polsce działa 3,2 tys. agencji pośrednictwa pracy, ponad tysiąc może wysyłać ludzi do pracy za granicę. To prawie dwa razy więcej niż dwa lata temu. – Wiele z nich nie działa w złej wierze – tłumaczy Agnieszka Zielińska z Polskiego Forum HR. "Po prostu ich agenci podpisali złe umowy z miejscowymi pracodawcami" - dodaje.

Taki błąd popełniła agencja Otto, pośrednik w wysyłaniu pracowników do Holandii. „Traktują nas jak narzędzia. Co tydzień przenoszą do innej firmy, czasami siedzimy przez 2 – 3 tygodnie, nic nie robiąc. Za to za łóżko w obskurnym mieszkaniu trzeba płacić po 280 euro” – pisze na portalu www.oszukany.pl jeden z nich.

Jednak wkrótce sytuacja tymczasowych pracowników ma się zmienić: rząd holenderski zmienia przepisy, co ma zapobiec wyzyskowi pracowników. Zapowiada walkę z nieuczciwymi agencjami. Nowe regulacje mają wejść w życie w czerwcu 2012 roku. Na razie sami musimy uważać, aby nie wpędzić się w kłopoty. Warto pamiętać, że najmniej wiarygodne są firmy, które aktywizują się w okresie wiosenno-letnim. Z reguły nie mają stałej siedziby ani stacjonarnego numeru telefonu.