Przedsiębiorcy zaproponują dziś związkom zmiany w kodeksie pracy, które utrwalą część regulacji ustawy antykryzysowej – dowiedział się „DGP”. Najbardziej zależy im na tym, by mogli nadal w porozumieniu z pracownikami stosować elastyczny sposób rozliczania czasu pracy.

– Przyjmując rozwiązania, sam rząd zastrzegał, że jeśli część z nich się sprawdzi, mogłyby zostać na stałe wpisane do kodeksu pracy – przypomina Jacek Męcina, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”.

Ustawa antykryzysowa dopuszcza, by w porozumieniu ze związkami lub z pracownikami wydłużyć rozliczanie czasu pracy z jednego nawet do 12 miesięcy. – Do połowy zeszłego roku z możliwości tej skorzystały 764 firmy – mówi „DGP” Danuta Rutkowska z Państwowej Inspekcji Pracy.

Aż 538 firm wybrało właśnie roczny okres rozliczeń. Jak podkreśla Męcina, chodzi o duże firmy i może dotyczyć to nawet 600 – 700 tys. pracowników.

– Roczny okres daje możliwość dostosowania natężenia czasu pracy do sezonowości zamówień. Gdy jest ich wiele, pracownicy mogą pracować po 10 godzin, a więcej wolnego mają w okresach przestoju – mówi Męcina.

Przedsiębiorcy w zamian nie będą się sprzeciwiać przywróceniu przepisu, aby trzecia umowa na czas określony stawała się bezterminową. Chcą nawet dorzucić całkiem nowy przepis. – Niezależnie od liczby umów czteroletnie zatrudnienie byłoby przekształcane w pracę na czas nieokreślony – mówi Męcina. To w części realizuje postulaty związkowców, którzy od lat zabiegają o takie rozwiązanie. Tyle że woleliby skrócenie okresu pracy na czas określony do półtora roku – dwóch lat.

Kolejna propozycja to wprowadzenie do kodeksu pracy umowy projektowej, jaką firmy mogłyby zawierać na czas realizacji kontraktu wieloletniego albo korzystania z unijnych środków. – Teraz można skorzystać z zatrudnienia pracownika do wykonania konkretnego dzieła, ale przepisy te wymagałyby dostosowania do obecnych realiów – mówi Męcina.


Związkowcy i pracodawcy deklarują dobre chęci. Jednak jeśli się nie porozumieją, ustawa antykryzysowa wygaśnie z końcem tego roku.

Związkowcy będą ostrożni

Andrzej Radzikowski

wiceprzewodniczący OPZZ

Pracodawcy chcą zawrzeć układ: roczny okres rozliczania pracy w zamian za automatyczne przekształcanie umów na czas określony w stałe. To dobry pomysł?

Mamy złe doświadczenia. Już raz nas oszukano. Stałe zatrudnienie ma następować po trzech latach pracy, co zapisano w pakiecie, ale dodano tyle obostrzeń, że nikt z tego nie korzysta.

Teraz miałyby być cztery lata, ale bez haczyków.

Cztery lata to za długo. My proponowaliśmy 18 miesięcy. Trzy lata to było już ustępstwo. Jest prawidłowość w zmianach w prawie pracy: co dwa, trzy lata się je psuje i za każdym razem oczekuje od związków ustępstw. Nawet jeśli w jakiejś kwestii wymienimy ustępstwa, jak np. w sprawie czterech dni urlopu na żądanie, to po paru latach zapomina się o tym, co zyskali pracodawcy, a oczekuje od nas, że znów oddamy pola.