Zamiast 10-proc. redukcji zatrudnienia w urzędach szykuje się wysyp pozwów w sądach. W uchwalonej przez Sejm ustawie o zwolnieniach w administracji rządowej posłowie nie określili kryteriów pozbywania się urzędników. Każdemu zwolnionemu pozwoli to zakwestionować decyzję zwierzchnika jako subiektywną i krzywdzącą.

Z naszych rozmów wiemy już, że dyrektorzy generalni w ministerstwach i urzędach wojewódzkich liczą się z lawiną pozwów i odwołań od decyzji. Problemem może być nie tylko brak kryteriów zwolnienia, ale też sprzeczność ustawy z nadrzędnymi przepisami kodeksu pracy. Na posiedzeniach komisji prawnicy Biura Legislacyjnego Sejmu wielokrotnie zwracali uwagę na niekonstytucyjność tych zapisów. W razie pozwów sędziowie będą decydowali, czy nakazać przywrócenie pracownika do pracy, czy wypłacić mu odszkodowanie za niesłuszne zwolnienie.

– Brak kryteriów zwolnień to największa słabość tej ustawy – przyznaje „DGP” Sławomir Brodziński, szef służby cywilnej. Niechlujstwo urzędników kancelarii premiera zaskakuje tym bardziej, że z podobną sytuacją rząd miał już do czynienia.

W 2002 roku ustawa o likwidacji UOP i utworzeniu w jego miejsce ABW i AW z tych samych powodów uznana została przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjną. W rezultacie rząd musiał przywrócić do pracy blisko 500 oficerów.

W 2006 roku niechlujnie przeprowadzona ustawa o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych bez podania obiektywnych kryteriów oceny spowodowała, że do dziś MON uwikłane jest w dziesiątki sporów z byłymi funkcjonariuszami. Historia się powtarza. Ustawa o racjonalizacji zatrudnienia może się okazać kosztownym i nieudanym zabiegiem.

Obiektywnym kryterium zwolnienia byłaby np. likwidacja całego departamentu lub wydziału w urzędzie – wtedy pracownicy nie mieliby podstaw do odwoływania się – tłumaczy Dawid Zdebiak, radca prawny z Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Gujski, Zdebiak.

Próbę ratowania ustawy rząd przerzuca na dyrektorów generalnych, od których wymaga się określenia zasad zwalniania urzędników. Mają na to czas do 1 lutego (wejścia ustawy w życie). Dyrektorzy nie wierzą jednak w skuteczność kryteriów spisywanych w pośpiechu. – Do końca mieliśmy nadzieję, że ustawa nie wejdzie w życie, a rząd ograniczy się do zmniejszenia funduszu płac, a wtedy samodzielnie przeprowadzimy zwolnienia – mówi Jacek Olbrycht, dyrektor generalny MON.

Pełen optymizmu pozostaje ustawodawca. – Prowadzimy szkolenia dla dyrektorów generalnych w zakresie ustalania kryteriów zwolnień – mówi Michał Boni, minister w kancelarii premiera, autor ustawy. Zapomina, że dyrektorzy, których chce teraz obarczyć prawną odpowiedzialnością za zwolnienia, najgłośniej sprzeciwiali się ustawie.