W miejscu pracy spędzamy jedną trzecią doby. Praca jest tak istotnym elementem życia współczesnego człowieka, że satysfakcjonująca - wpływa pozytywnie na zdrowie, poczucie sensu istnienia, poczucie własnej wartości, a co za tym idzie - lepsze i dłuższe funkcjonowanie aż do późnej starości.

Jak poznać, że praca nam szkodzi?
Toksyczna praca często może przynosić spore dochody i inne profity (np. szacunek ważnych dla nas osób), dlatego czasem trudno przyznać przed samym sobą, że nie lubimy swojej pracy. Jak poznać, że tak się dzieje?

Wykonując toksyczną dla nas pracę, najpierw odczuwamy brak motywacji, przemożną niechęć do wykonywanych zawodowych zadań i dziwną niemoc. Spada nasze zaangażowanie, jesteśmy ciągle podenerwowani, czujemy się bezsilni. Nasze poczucie zagrożenia ujawnia się w koszmarnych snach. Z czasem spada nasze poczucie własnej wartości, zadowolenie z siebie, wahamy się miedzy poczuciem winy, złością i ogólną niemocą.

Kiedy oprócz psychiki zaczyna reagować i nasze ciało, oznacza to, że obciążająca sytuacja trwa już jakiś czas. Organizm postanawia poinformować nas, że pora coś zmienić. Pierwszymi symptomami są niczym nieuzasadnione uczucie zmęczenia, brak energii, apatia, następnie pojawiają się problemy ze strony układu pokarmowego: nerwobóle żołądkowe, problemy z przemianą materii, "ściśnięty żołądek", "serce w gardle", kołatanie serca, duszności, krótki oddech. Wreszcie: bóle w mięśniach ramion, rąk, pleców, łatwo wywoływalne drżenie rąk, bezsenność. Również stosunkowo częste przeziębienia i choroby - jak grypa czy angina - świadczą o braku odporności, która jest niezłym miernikiem stresu.

Początkowo te symptomy znikają podczas weekendu, urlopu czy zwolnienia. Wraz z przedłużającym się działaniem stresu coraz więcej czasu potrzebujemy na wygaśnięcie zarówno psychicznych, jak i fizycznych objawów stresu związanego z pracą.

Co tak nas męczy?
Powody niezdrowego napięcia w pracy mają związek m.in. z wysokimi, a równocześnie zmiennymi i niejasnymi wymaganiami przełożonych. Tracimy wówczas kontrolę nad naszymi działaniami, zmniejsza się nasze poczucie sprawstwa i wpływu na sytuację, czujemy się bezradni i podatni na działania zewnętrzne.

Do tego dochodzi obciążenie obowiązkami bez możliwości ustalania własnych priorytetów. Bardzo stresująca dla personelu jest też zmienność obowiązujących w firmie reguł, zakresu naszej odpowiedzialności, obowiązków i celów.

Czemu się na to godzimy?
Oczywiście głównym i jak najbardziej zrozumiałym powodem jest bezrobocie. W naszym kraju to bardzo realna przyczyna zgody na złe traktowanie przez pracodawcę. Jednak równie częstym powodem pozostawania w toksycznej pracy jest ogólnoludzka przypadłość lęku przed zmianą. Uznajemy, że lepsze znane zło niż to, co nieznane - nawet gdyby w nowym miejscu miało nas spotkać dobro.

Trzymamy się więc pracy, do której - bywa - wręcz nie znosimy chodzić. Na pocieszenie opowiadamy historie o jeszcze bardziej demonicznych szefach i jeszcze bardziej okropnych "układach". Tłumaczymy sobie, że inni mają gorzej, albo że właściwie to nie jest tak źle, zaciskamy zęby i brniemy dalej.

Dla poprawienia nastroju kupujemy coraz droższe ciuchy ("na moim stanowisku muszę się przecież dobrze prezentować", "koleżanki mają, dlaczego nie ja, przecież mnie na to stać..."). Wydajemy mnóstwo pieniędzy na markowe meble do mieszkania, nie mówiąc o samym mieszkaniu, w którym bywamy, co prawda tylko w nocy, ale za to do końca życia związani jesteśmy ogromnymi kredytami z pracą.

Pozwalamy się poniżać, spełniamy absurdalne wymagania, popadamy w rutynę, odbieramy cenny czas bliskim, ale mamy przecież "obiektywną konieczność", by nie zmienić pracy czy branży, której nie znosimy. W najtrudniejszych chwilach postanawiamy, że już od jutra szukamy pracy, ale nadal, tłumacząc się brakiem czasu, ofert, właśnie zbyt wysokimi zobowiązaniami finansowymi - i tak pozostajemy na posterunku.

Ile za to płacimy?
W pracy często musimy zrezygnować z autentycznego bycia sobą i przystosować nasze poglądy do szefa, kolegów i koleżanek. Szczególnie ludzie z bardzo wysoką potrzebą aprobaty oraz osoby dosyć surowo, autorytatywnie wychowane popadają w pracy w układ naśladujący stosunki w rodzinie. To układ z dwiema rolami - wszechmocnego rodzica (szefa) i małego dziecka (pracownika). Pracownik, który wejdzie w taką psychiczną zależność, dręczony poczuciem winy usilnie dąży do zdobycia upragnionego uznania szefa, którego potrzebuje tak mocno, jak małe dziecko potrzebuje miłości rodzica.

W związku z tym, że taka relacja jest często wzajemna, szef-rodzic nie chce się nas pozbyć, mimo że wydaje się, że za nic nas nie ceni. Często głęboko wierzy, że poniża nas i krytykuje dla naszego dobra. Próby naszego uwolnienia z toksycznej zależności odbiera jako skrajną niewdzięczność, co często daje nam w różny sposób odczuć. A my nie zmieniamy pracy, bo podświadomie nie czujemy się na siłach, aby tak rozczarować "rodzica".

W tego rodzaju uwikłaniu prawie niemożliwe jest utrzymanie świadomości własnych kompetencji, zadowolenia z siebie, niezależnego myślenie, a co za tym idzie - aktywnego działania. Zwyczajnie nie wiemy, czy szef dalej nas zatrudnia rzeczywiście tylko ze swojej wielkoduszności, czy być może jednak posiadamy jakieś umiejętności.

Z czasem nabieramy przekonania, że nic nie zależy od nas, co powoduje spadek motywacji do zmiany, dążenia do poprawy sytuacji. Nie czujemy się na siłach udowodnić innemu pracodawcy, że mógłby nas potrzebować i zaczynamy kurczowo trzymać się niszczącego zajęcia. Nawet jeśli nie mamy do czynienia ze szczególnie toksycznym szefem, sama specyfika niektórych zawodów powoduje niekorzystne objawy cielesne i psychiczne. Podejmowanie trudnych decyzji, stała zależność od sztywnych terminów, ciągła potrzeba koncentracji oraz pomagania innym - szczególnie stresują i obciążają psychikę.

Psychologowie są pewni, że najczęściej osoby niezwykle ambitne, surowe dla siebie, wręcz dążące do perfekcjonizmu, z wysoką potrzebą osiągnięć - godzą się na opisane wyżej negatywne aspekty pracy, nie zauważają ich albo uznają za naturalne.

Zwykle są głęboko przekonane, że taki stan w pracy jest konieczny, aby dojść do wysoko postawionego celu. Bezlitośnie dla siebie, w myśl przyszłych zysków, trwają w toksycznej pracy, narażając się na poważne problemy ze zdrowiem, jak np. zawały, depresje, stany lękowe, choroba wrzodowa. Bo problem w tym, że skoro my ignorujemy sygnały płynące z ciała, które informują, że ta praca nas niszczy, ciało pewnego dnia... decyduje za nas. Wpadamy w poważną chorobę, która skutecznie eliminuje nas ze znienawidzonej pracy.

Także wszystkie uzależnienia, jak: pracoholizm, seksoholizm, zakupoholizm, nie wspominając już o alkoholizmie, który od lat pomaga na nerwobóle duszy, znajdują świetną pożywkę u chorych na pracę pracowników...

Czemu warto zostać?
Zapewne mamy wiele realistycznych powodów, by wytrwać w pracy, której nie znosimy: pensja, poczucie władzy, inne dodatkowe bonusy: np. praca w tej firmie to kolejny, konieczny dla nas szczebel na drabinie kariery lub miejsce, w którym zdobywamy pieniądze, potrzebne do rozwoju w innej dziedzinie.

Warto rozpisać na kartce za i przeciw - i zastanowić się, czy np. wysoka pensja jest warta znoszenia różnych nieprzyjemności. Naturalnie, gdy straty przewyższają zyski, trzeba ostro wziąć się za szukanie nowego miejsca pracy. Natomiast jeśli zdecydujemy, że korzyści wynikające z tej pracy są dla nas bardzo ważne i na razie nie chcemy z nich rezygnować, należałoby zmienić nastawienie do zawodowych obowiązków. Bez wątpienia mając jasne oczekiwania i świadomość własnego wyboru, łatwiej zniesiemy niektóre sytuacje jako "wpisane w koszta".

Pamiętajmy, że w każdej chwili bilans może się zmienić, zawsze jednak pozostanie lub odejście będzie naszą świadomą decyzją, co automatycznie uczyni nas panami sytuacji.

Drugim niezwykle wanym, o ile nie najważniejszym czynnikiem pomagającym w znoszeniu żmudnej pracy, jest odpowiedni dystans. Jeżeli praca jest całym naszym życiem - nic dziwnego, że myśl o jej utracie bywa zniewalająca. Pamiętajmy też, że związek, rodzina, przyjaciele również dają nam energię nie tylko do przetrwania mało idealnej codzienności, ale i do ewentualnej zmiany.

W samej pracy warto zaczynać od małych kroczków, które mogą okazać się wielkimi krokami. Być może wystarczy zmienić stosunek do wciąż upokarzającego nas szefa. Uświadomić sobie, że - oprócz zajmowania w firmie wyższego stanowiska - niczym innym się od nas nie różni. A nasz strach przed nim oraz zgoda na zagrania nie fair nie mają racjonalnych podstaw.

Lęk, że szef na pewno wykorzysta swoją władzę przeciwko nam, przeważnie silniejszy jest w naszej głowie niż w rzeczywistości. Często, gdy uświadamiamy sobie naszą wartość po prostu jako równego szefowi człowieka i zaczynamy egzekwować nasze absolutne prawo do szacunku, osiągamy nieoczekiwane rezultaty.

Czemu warto odejść?
Bywa również i tak, że jedynie lęk - przed ewentualną porażką po dokonaniu zmiany - zmusza nas do szukania usprawiedliwień na to, że nic nie robimy. Zwykły strach przed utratą "ciepełka" nie pozwala na szczere zastanowienie się, jak w danej pracy udaje się nam realizować swoje wartości, wcześniejsze życiowe cele.

Może wystarczająco motywująco podziała na nas wyobrażenie długoletniego i bolesnego podążania do celu, którego wcale nie chcemy osiągnąć. Np. wizja tego, że zrobimy karierę w branży, która nie da nam satysfakcji i za 10 lat spojrzymy wstecz. Zmiana co prawda i wtedy będzie możliwa, ale jednak coraz trudniejsza. No i co z poczuciem zmarnowanych lat i możliwości?

Gdy już uda nam się otwarcie porozmawiać ze sobą i ustalić nowe cele, musimy jeszcze zająć się wytyczeniem nowej zawodowej drogi. Przy okazji konieczne jest też uświadomienie sobie nie tylko korzyści ze zmiany, ale też możliwych zagrożeń i strat. Bo zawsze przy decyzjach o zmianie, nawet gdy zyskujemy ewidentnie więcej, są rzeczy, które tracimy i trzeba to sobie uczciwie powiedzieć. Jeśli przyjmiemy istnienie ryzyka, łatwiej nam będzie nie popełnić błędu i z sukcesem zmienić swoje życie zawodowe.