Paweł Polok, dyrektor działu druku i przetwarzania obrazu Hewlett-Packard Polska

Pracownicy działu druku i przetwarzania obrazu HP pracują w trybie zadaniowym. Wykorzystujemy również inne możliwości, takie jak praca zdalna, w domu itp. Typowe godziny pracy nie są już teraz nieodzowne, choć nadal większość pracowników stara się do nich dopasowywać z powodu przyzwyczajenia i wygody (mogę spotkać innych, a inni mogą zastać mnie). Co więcej, mam przekonanie, że pracownicy działu często dają z siebie więcej zaangażowania i wysiłku, niż wynika to z kodeksu pracy. Oprócz tego kultura pracy w Hewlett-Packard (open space, bezpośrednie kontakty z przełożonymi itp.) nie powoduje potrzeby stosowania wymówek – po prostu mówi się, o co chodzi.

W związku z tym najczęściej słyszę: „zachorowało mi dziecko”, „jestem umówiony u ...” czy też „mam egzamin”. I nie chodzi tu o akceptowanie powodu, ale ustalenie, czy można się będzie do tej osoby dodzwonić, czy będzie odbierała maile itp. Zdaję sobie sprawę, że tak elastyczne podejście może się wydawać wręcz fenomenalnym pretekstem dla nadużyć i nie przemęczania się. Ale proszę mi wierzyć, że praca u nas jest ciężka i angażująca. I dlatego trzeba dopasowywać się do wymogów życia codziennego. Nie jestem pewien, czy nasze rozwiązanie sprawdzi się wszędzie, ale polecam je niewielkim grupom silnych i zmotywowanych specjalistów. Mechanizmem kontrolnym jest tutaj wzajemna zależność specjalistów różnych dziedzin. Dlatego jeśli ktoś nie będzie dawał z siebie odpowiednio dużo, to inni, a także jego szef, zauważą to błyskawicznie, niezależnie jak kreatywne będą jego wymówki.

Maja Czerniak, koordynator ds. komunikacji, LPP SA

Każdemu z nas przynajmniej raz zdarzyło się przegrać wyścig z czasem i stanąć spóźnionym w drzwiach biura. Niezależnie od powodów, zawsze towarzyszy temu poczucie winy, zwłaszcza kiedy spoceni, próbując łapać oddech, czujemy na sobie wzrok współpracowników i szefa. Dzwoniąca w uszach cisza i wymowne spojrzenia wymuszają choćby jedno krótkie zdanie usprawiedliwienia... Oto te, najczęściej używane:

Gdańsk jest miastem od kilkunastu miesięcy notorycznie zakorkowanym. Korki są więc wymówką uniwersalną, stosowaną zarówno przez spóźnialskich, jak i tych, chcących wcześniej wyjść z pracy.

Kiedy ulice są względnie przejezdne, a potrzeba wyjścia wcześniej z biura nagląca, pozostają sprawdzone szkolne chwyty, czyli rozmaite dolegliwości. Tutaj wachlarz wymówek jest bogaty: bóle głowy, zębów, zatrucia pokarmowe.

Te wszystkie „narzędzia” łagodzenia złego wrażenia, stosowane

od czasu do czasu, są pobłażliwie akceptowane.

Istnieje również inny sposób zarezerwowany wyłącznie dla szefów obdarzonych zaufaniem w zespole. Im jest większe, tym bardziej szef może liczyć na szczerość ze strony pracownika. Brak oporów przed podaniem rzeczywistych powodów spóźnienia lub wcześniejszego wyjścia, jest objawem budowania pozytywnych relacji w zespole. Byle tylko nie zdarzały się za często...

Wojciech Chromik, Operation Director, MOST WANTED! Doradztwo Personalne

Z moich doświadczeń wynika, że inwencja twórcza pracowników znajduje radosny upust w uzasadnianiu wcześniejszych wyjść z pracy, jak również spóźnień. Można tu wymienić kilka stale pojawiających się motywów. Jeśli chodzi o spóźnienia to „głównym winowajcą” jest oczywiście transport, czyli opóźnienia pociągów, tramwajów, autobusów, no i korki. Obserwując to zjawisko od jakiegoś czasu, pokuszę się o być może zaskakujący wniosek: im bliżej siedziby firmy ktoś mieszka, tym częściej się spóźnia...

W przypadku uzasadnienia wcześniejszych wyjść z pracy przyznam, że preferuję szczerość. Np. jeśli pracownik ma zamiar wyjechać na weekend w rodzinne strony, nie widzę problemu, aby powiedział o tym wprost. Niestety, na tym polu również zdarzają się ciekawe uzasadnienia.

Do najczęstszych chwytów należą: umówione wcześniej wizyty u lekarza, w urzędzie, wśród kobiet odbieranie dzieci z przedszkola.

Generalnie jestem zwolennikiem elastycznego podejścia do tych spraw, pod warunkiem, że pracownik ma świadomość, że powierzone mu obowiązki zostały wykonane należycie.

Katarzyna Jęczmyk, HR, Administrative Director, MillwardBrown SMG/KRC

W naszej firmie pracownicy nie muszą stosować żadnych wymówek i mam nadzieję, że nie stosują. Lubimy się, szanujemy i mamy do siebie zaufanie. W związku z tym nikt nie ma oporów, żeby się przyznać, że się spóźnił, gdyż zwyczajnie zaspał. Nikt za to głowy nie urwie. Poza tym takie sytuacje nie zdarzają się często. Jeżeli chodzi o wcześniejsze wyjścia lub załatwianie ważnych spraw w ciągu dnia, także nie ma problemu. Często wychodzimy na przedstawienia naszych dzieci do przedszkola czy szkoły i mówimy o tym otwarcie, gdyż traktowane to jest z pełnym zrozumieniem. Część pracowników, badaczy czy konsultantów jest rozliczana zadaniowo, więc nie ma problemu, żeby otwarcie powiedzieć „idę do fryzjera, będę za 2 godziny”. Wiadomo, że są na tyle odpowiedzialni, że i tak wykonają swoje zadania i obowiązki. Często natomiast zawodowo spotykam się z wymówkami ze strony różnych wykonawców. Jeden z panów np. dwukrotnie (w odstępie kilku tygodni) tłumaczył się pogrzebem teściowej. No chyba że był wielokrotnie żonaty i miał kilka teściowych. Nie odważyłam się go o to zapytać. Udałam, że wierzę…

Aha, jeszcze jedno, jeśli mamy do załatwienia jakąś prywatną sprawę i nie za bardzo chcemy się przyznać jaką, używamy sformułowania „idę zakopać chomika”. To od czasu, gdy jeden z kolegów mówił, że wychodzi na 15 minut, a my z ciekawości dopytywaliśmy, w jakim celu. Po dłużej chwili, przyciśnięty do muru, przyznał, że w nocy zdechł chomik i musi iść go zakopać. Stało się to naszym tekstem kultowym i często tego używamy.