O prawie jedną piątą ma wzrosnąć w przyszłym roku wartość niezapłaconych podatków od dochodów osobistych. Firmy kredytują się u fiskusa, walcząc o przetrwanie. To skutek spowolnienia gospodarczego

Ministerstwo Finansów prognozuje, że zaległości podatkowe będą rosły drugi rok z rzędu. Problemy z wyegzekwowaniem należnych mu danin fiskus odczuwa coraz dotkliwiej. Szacuje, że w 2012 r. podatnicy nie zapłacą mu prawie 750 mln zł z PIT, a łączna wartość zaległości wzrośnie do 5,27 mld zł na koniec roku. To o ponad 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Zaległości będą dużo większe, niż zakładało MF w projekcie budżetu. Niezapłaconego PIT miało być w sumie 4,7 mld zł.

Przyszły rok ma być jeszcze gorszy. Ministerstwo już dziś zakłada, że podatnicy nie wpłacą do urzędów skarbowych aż 1 mld zł należnego podatku od dochodów indywidualnych. W rezultacie zadłużenie obywateli z tytułu PIT wobec skarbówki zwiększy się do 6,3 mld zł. To wzrost o 19 proc. Nawet w kryzysowym 2009 r., kiedy dochody państwa okazały się niższe od zaplanowanych i trzeba było nowelizować budżet, wartość niezapłaconych podatków od osób fizycznych wzrosła tylko o 13 proc.

Niewiele mniejsza niż w przypadku PIT ma być skala wzrostu zaległości w VAT. W sumie MF zakłada, że na koniec przyszłego roku podatnicy będą mu winni 23,2 mld zł niezapłaconych podatków pośrednich, z czego VAT to około dwóch trzecich.

Prognozowany wzrost długów podatkowych resort finansów tłumaczy pogarszającą się kondycją firm, przede wszystkich ich kłopotami z płynnością. Ci, którzy prowadzą działalność gospodarczą jako osoby fizyczne, mogą mieć problem z płaceniem zaliczek na podatek dochodowy. Większe przedsiębiorstwa, mając kłopot z wyegzekwowaniem należności od kontrahentów, będą maksymalnie opóźniać płatności należnego VAT. Zaburzenia płynności mogą się też przekładać na płatności innych danin, np. zaliczek PIT od pensji wypłacanych pracownikom.

– Być może to też element jakiejś strategii wspierania przynajmniej niektórych sektorów, jak budownictwo. Może fiskus mu nieco odpuści, przecież rządowi zależy na tym, żeby firmy nie bankrutowały – mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Gorsza kondycja firm nie musi oznaczać zaległości w CIT – skoro nie będą miały dochodów, to nie będą też płacić od nich podatków. Dlatego MF założyło nawet niewielki spadek zaległości z CIT – o 2,5 proc.

To, że w przedsiębiorstwach dzieje się źle, już widać – w II kwartale tego roku wynik całego sektora przedsiębiorstw był o 34 proc. gorszy niż rok wcześniej. Z danych GUS wynika, że zyski w całym sektorze spadły o 23 proc. w skali roku, za to straty zwiększyły się trzykrotnie.

Jeśli więc sytuacja na rynku pracy będzie gorsza, niż teraz prognozuje MF – a wiele na to wskazuje – a popyt w gospodarce się bardziej osłabi, co przełoży się na sytuację finansową przedsiębiorstw, to zaległości podatkowe mogą być jeszcze większe – mówi Jakub Borowski, ekonomista Kredyt Banku.

Mirosław Gronicki, były minister finansów, zwraca uwagę na niekonsekwencję, z jaką MF przygotowało przyszłoroczny budżet. Bo z jednej strony przyznaje, że gorsza sytuacja w gospodarce spowoduje wzrost zaległości podatkowych, a z drugiej szacuje wyższe dochody z podatków. Z PIT zamierza uzyskać 42,9 mld zł, o 6 proc. więcej niż w tym roku. Dochody z VAT mają zwiększyć się o 4 proc. do 126,4 mld zł.

Należności podatkowe nie powinny tak szybko rosnąć, skoro mamy założony wzrost wpływów z PIT i VAT szybszy niż dynamika PKB. Z tego wniosek, że obie wielkości są przeszacowane – mówi Mirosław Gronicki