Gdy przyszedł kryzys, nad oferującą luksusowe domki w Alpach firmą Descent International, zawisły ciemne chmury. "Kryzys przyszedł w szczycie okresu rezerwacyjnego i dotknął rynek ofert luksusowych w szczególnym stopniu. Mieliśmy bardzo realistyczne plany na ten i przyszłe lata, ale one nigdy nie bądą już możliwe do wykonania" - przyznał ze smutkiem szef firmy Kit Harrison, ogłaszając jej likwidację. Sprawa jest tym głośna, że jak donosi "The Times", wśród klientów firmy, którzy wykupili już przyszłoroczne wakacje, znajduje się młodszy syn królowej Elżbiety II, Andrzej, zwany księciem Yorku. Członek brytyjskiej rodziny królewskiej ulokował na koncie firmy 30 tys. funtów (142 tys. zł). Za tę kwotę miał spędzić tydzień w Klosters, w czasie gdy w pobliskim Davos odbywa się słynne Światowe Forum Ekonomiczne.

>>>Ekonomiści przepraszają królową za kryzys

Książę Andrzej, tak jak 42 innych klientów, najprawdopodobniej staci swoje pieniądze, gdyż jak ustalił "The Times" zawierali oni osobne umowy z firmą, nie przewidujące zwrotu pieniędzy w razie likwidacji firmy. Tak więc bogaci goście będą zapewne musieli pogodzić się ze stratą około 450 tysięcy funtów.

Firma Descent International, założona w 1997 roku, swoją ofertę od początku kierowała do amatorów sportów zimowych z zamiłowaniem do nieprzeciętnego luksusu i, co za tym idzie, z portfelem dużo zasobniejszym od przeciętnego turysty-narciarza. Firma oferowała luksusowe domki w Alpach, w najbardziej prestiżowych okolicach, jak Courchevel, Verbier, Zermatt czy St Moritz. "The Times" podaje, że najdroższy domek - Tivoli Lodge w szwajcarskim Klosters - kosztował 58 tys. funtów (275 tys. zł) za tydzień w okresie noworocznym. Goście firmy mogli liczyć na półki pełne najdroższego szampana, najlepsze wody toaletowe, czy przejażdżki najbardziej wygodnymi "terenówkami".