"Również w tym przypadku inwestor zadeklarował, że kupił te aktywa, aby kontynuować produkcję stoczniową" - podkreślił Grad.

Grad podziękował premierowi Donaldowi Tuskowi, przedstawicielom Ministerstwa Skarbu Państwa, ARP oraz załodze i przedstawicielom związków zawodowych Stoczni Szczecińskiej za zaangażowanie, dzięki któremu proces został doprowadzony do końca.

>>>Stoczniowcy z Gdyni: O to się rozchodziło

"Myśmy się wielokrotnie spierali, ale uznaliśmy, że warto było wynegocjować pakiet społeczny i przeprowadzić specustawę stoczniową, aby nie zostawić stoczniowców samych, aby znaleźć inwestorów dla stoczni już bez obciążeń starych długów i starych kontraktów" - dodał minister.

Grady pytany o zamierzenia inwestora dotyczące zatrudnienia w Stoczni Szczecińskiej poinformował, że będzie to już zależeć od decyzji nabywcy majątku. "Wszyscy pracownicy otrzymują odprawy i pakiety osłonowe, aby inwestorzy spokojnie mogli rozpocząć na nowo nabór pracowników" - zaznaczył.

Cena wywoławcza na majątek stoczni wynosiła 100 mln zł. Największa część majątku (siedem składników - w tym pochylnie Wulkan i Odra), która pozwala na dalszą budowę statków kupił United International Trust (UIT) - firma, która wygrała również przetargi na majątek Stoczni Gdynia. UIT deklaruje dalszą budowę statków w Gdyni i Szczecinie. Z 11 przetargów nie rozstrzygnięto tylko jednego - na udziały SSN w spółce Nord z Gdańska. Ta część majątku zostanie sprzedana na licytacji.

Na ogłoszenie wyników przetargów przed stocznią czekali przedstawiciele związków zawodowych zakładu.

"Kamień spadł mi z serca. Patrząc na kluczowe części majątku, które kupił inwestor widać, że tu będzie można faktycznie nadal budować statki i szacujemy, że zatrudnienie może znaleźć około 2,5 tysiąca pracowników. Wynegocjowane przez nas szkolenia i odprawy pozwolą pracownikom przetrwać aż wznowią pracę w stoczni" - powiedział Krzysztof Fidura z Solidarności SSN.

Związkowcy nie kryli również swoich obaw. "Mam nadzieję, że jeden inwestor dla dwóch stoczni to nie jest podstęp, tylko plan zmierzający do prowadzenia dochodowej działalności" - powiedział Fidura.

"Warto było przez te lata walczyć o stocznię, aby doprowadzić do takiego finału, to sukces zdeterminowanej załogi" - powiedział Jacek Kantor z Solidarności'80. "Wystawiony na sprzedaż majątek stoczniowy jest tak specjalistyczny, że trudno by było tu prowadzić jakąkolwiek dochodową działalność inną niż produkcja statków. Jestem optymistą" - podkreślił.

>>>Inwestor Stoczni Gdynia lekko podejrzany

Licytacja majątku Stoczni Gdynia odbyła się w czwartek. Kluczowe elementy stoczni, niezbędne do produkcji stoczniowej kupiła spółka United International Trust N.V. (za pośrednictwem Stichting Particulier Fonds Greenrights) i wyraziła gotowość jej kontynuowania. Majątek Stoczni Gdynia sprzedano za około 288 mln zł.

ARP podała, że do przetargu na obie stocznie zgłosiło się łącznie 36 inwestorów. Jedynym kryterium, które decydowało o zwycięstwie była oferowana cena. Przetarg był nietypowy także ze względu na sposób jego organizacji: odbywał się na specjalnej stronie internetowej.

Do końca miesiąca stocznie w Gdyni i w Szczecinie mają być zlikwidowane, a wszyscy pracownicy (łącznie ponad 9 tys. osób) zwolnieni. Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej, majątek obu stoczni miał zostać sprzedany w otwartym nieograniczonym przetargu. Szczegóły związane z wyprzedażą majątku zostały zawarte w tzw. specustawie stoczniowej, która weszła w życie 6 stycznia. Nie gwarantowała ona produkcji statków w sprzedanych zakładach.

Przyjęcie i realizacja ustawy są efektem uznania w ub.r. przez Komisję Europejską za nielegalną pomocy finansowej udzielonej przez polski rząd obu stoczniom.