Tempo rozprzestrzeniania się kryzysu finansowo-gospodarczego i kryzysu zaufania jest bardzo niepokojące. Rynek międzybankowy praktycznie nie istnieje, ponieważ nie mają do siebie zaufania instytucje zaufania publicznego. Reputacja największych banków na świecie legła w gruzach. Banki nie udzielają kredytów, ponieważ kredytobiorcy utracili wiarygodność w obliczu załamania gospodarki światowej. Na giełdach papierów wartościowych dominują emocje, rynek przestał wyceniać wartość spółek. Narasta niezadowolenie ludności wobec banków i wrogość wobec inwestorów zagranicznych. Za chwilę problemy społeczne mogą zdominować decyzje polityków. Nawet jeśli nową sprawną architekturę sieci bezpieczeństwa finansowego w skali europejskiej lub globalnej udałoby się utworzyć w perspektywie najbliższych kilku miesięcy, to na uspokojenie sytuacji i powrót zaufania na rynkach trzeba będzie trochę poczekać.

Warto przypomnieć, że w warunkach klasycznego przebiegu koniunktury obniżanie stóp procentowych pobudza ekspansję gospodarczą, ponieważ koszt kapitału pożyczkowego dla przedsiębiorstw jest niższy, a jednocześnie wyższa jest skłonność ludności do zaciągania kredytów, co stymuluje popyt. W sektorze banków komercyjnych spada dynamika depozytów, a wzrasta dynamika kredytu dla gospodarki. Brakująca wskutek tego procesu luka w bilansach banków pokrywana jest większym kredytem netto banku centralnego dla sektora banków komercyjnych.

Następuje więc ekspansja kredytowa banków, jakość aktywów banków poprawia się, polityka kredytowa ulega liberalizacji, sprzedawcy kredytów wynagradzani są w systemie zbliżonym do akordowego.

Jeśli ekspansja gospodarcza jest nadmierna, co zazwyczaj uwidacznia się presją inflacyjną, wówczas podnoszenie stóp procentowych jest z kolei dobrym narzędziem do schładzania koniunktury i ograniczenia inflacji.

W okresie dekoniunktury, gdy ceny kredytów rosną, a jakość aktywów w bankach spada, procedury kredytowe stają się bardziej restrykcyjne i ekspansja kredytowa ulega zahamowaniu. Klasyczna polityka pieniężna, jeśli dobrze identyfikuje fazy cyklu koniunkturalnego i opóźnienie fazowe reakcji gospodarki, może stanowić skuteczne narzędzie równoważenia wzrostu gospodarczego.

Jednak w Polsce obecna sytuacja jest inna. Załamanie gospodarcze importowane jest z zewnątrz. Z zewnątrz również nastąpiło zarażenie kryzysem utraty zaufania. Kryzys w Polsce nie jest klasycznym kryzysem finansowym ani gospodarczym. Do niedawna wiarygodność finansowa renomowanych inwestorów strategicznych polskich banków pozwalała na relatywnie tanie pozyskiwanie kapitału pożyczkowego na rynku finansowym, a także finansowanie swojej ekspansji w oparciu o pożyczki od spółek dominujących. Sytuacja uległa zmianie w IV kwartale 2008 r. Dostępność środków na zagranicznych rynkach finansowych po upadku Lehman Brothers gwałtownie się zmniejszyła. Powszechne przekonanie, że posiadanie renomowanych inwestorów strategicznych będzie sprzyjało stabilności sektora finansowego w krajach goszczących, okazało się złudne. Inwestorzy strategiczni stracili dobrą reputację. Przestali też mieć zaufanie do siebie nawzajem. Trudno oczekiwać zaufania spółek zależnych do siebie na lokalnym rynku, w sytuacji gdy spółki dominujące nie mają do siebie zaufania na rynku globalnym czy europejskim.

Obecnie w Polsce, na przełomie lutego i marca, na rynku kredytowo-depozytowym mamy do czynienia z mechanizmem typowym dla gospodarki niedoborów. W Polsce wartość udzielonych kredytów przewyższa wartość depozytów o niemal 15 – 20 proc. W warunkach ograniczonego dostępu do zewnętrznych źródeł finansowania banki, aby pozyskać środki finansowe, oferują lokaty na rynku depozytowym oprocentowane na poziomie 7 – 9 proc., podczas gdy oficjalna cena pieniądza na rynku międzybankowym wynosi ok. 4 – 5 proc. Problem w tym, że ta cena na ułomnym rynku międzybankowym nie jest reprezentatywna. Transakcje na rynku międzybankowym zostały zastąpione przez transakcje typu repo, czyli transakcje między bankiem centralnym a bankami komercyjnymi. Rynkowe ceny pieniądza zastąpione zostały przez urzędowe ceny ustalane centralnie. NBP podobnie jak inne banki centralne, zamiast pełnić funkcję pożyczkodawcy ostatniej instancji (bank of last resort), pełni funkcję jedynego pożyczkodawcy (bank of only resort). Krańcowy koszt pozyskania pieniądza przez banki przekracza od kilku miesięcy cenę wcześniej udzielonych kredytów korporacyjnych i hipotecznych, bowiem dla nich to WIBOR stanowi cenę referencyjną. Trudno się w tych warunkach dziwić, że banki nie są skłonne odnawiać umów kredytowych na dotychczasowych warunkach.

Przywrócenie zaufania na rynku międzybankowym ma zasadnicze znaczenie dla skuteczności polityki pieniężnej. W obecnej sytuacji dalsze obniżanie stóp procentowych przez RPP spowodować może skutki odwrotne w stosunku do zamierzonych. Dotychczasowe obniżki stóp procentowych nie tylko nie wywołały wzrostu podaży kredytu netto przez banki komercyjne dla gospodarki, ale nawet nie zwiększyły kredytu NBP dla sektora banków komercyjnych.

W warunkach niedoboru środków na finansowanie działalności kredytowej zmieniły się bowiem zachowania banków. Sprzedawcy kredytów przestali być wynagradzani w systemie akordowym za wielkość sprzedaży. Dostają określony limit środków na działalność kredytową, a system motywacji ukierunkowany został na maksymalizację korzyści dla banku w ramach posiadanego limitu. Maksymalizacja opłat i prowizji ze ściśle ograniczonej puli środków zastąpiła maksymalizację wolumenu kredytów. WIBOR przestał w tej sytuacji pełnić funkcję cenotwórczą. Dalsze obniżki stóp w warunkach niedoboru środków na finansowanie działalności kredytowej nie doprowadzą do ekspansji, mogą natomiast spowodować inne kłopoty, w szczególności dalszą deprecjację złotówki. Poprzez zwiększenie presji na deprecjację złotego zwiększą wartość złotową udzielonych przez banki komercyjne kredytów walutowych, co dodatkowo ograniczy podaż kredytów dla gospodarki. Pogorszy także sytuację tych podmiotów, które zadłużone są w walutach obcych.

Jeśli spojrzymy na skuteczność polityki pieniężnej w warunkach niedoboru środków na finansowanie kredytów, to wnioski wydają się dość oczywiste. Tylko działania zmniejszające ten niedobór mogą być skuteczne. Nie ma np. uzasadnienia, aby poziom rezerw obowiązkowych w Polsce był wyższy niż poziom stosowany przez Europejski Bank Centralny. W obecnych warunkach poziom rezerwy obowiązkowej w Polsce powinien być bliski zera.

Niedobór środków na finansowanie kredytów wynika jednak z dwóch różnych powodów. Po pierwsze z obiektywnych uwarunkowań zewnętrznych związanych z ograniczeniem możliwości pozyskania środków. Po drugie z korzystnych dla banków możliwości lokowania posiadanych środków w NBP.

Skuteczne dla ograniczenia niedoboru środków na rynku kredytowym może okazać się obniżenie oprocentowania lokat bankowych na rachunkach NBP. Ograniczy to komfort finansowy dla banków przesadnie ostrożnych. Redukcja stopy depozytowej dla lokat overnight wydaje się pilna. Należałoby również rozważyć wprowadzenie limitów na sprzedaż bankom bonów stanowiących obecnie łatwo dostępny instrument substytucyjny wobec działalności kredytowej. Potrzebne są również natychmiastowe środki zaradcze, które ograniczą import kryzysu zaufania do sektora bankowego.

Spośród tych, które nie sięgają do kieszeni podatnika, warto po pierwsze wyeliminować ewidentny konflikt interesów instytucji kontrolujących wiarygodność uczestników rynku. Mamy tu na myśli w szczególności firmy ratingowe i audytorskie, które dostarczają informacji dla uczestników rynku, a opłacane są przez kontrolowanych. W takiej sytuacji zachodzi podejrzenie, że można kupić dobry rating dla emitowanych papierów lub pozytywną ocenę sprawozdań finansowych.

Warto być może powierzyć wybór audytora zewnętrznego dla instytucji zaufania publicznego na przykład organom nadzorczym, a nie organom spółek bankowych. Co więcej, w sytuacji obecnej, bez wątpienia nietypowej, należałoby zlecić organom nadzoru nad rynkiem finansowym wykonywanie funkcji wypełnianych dotychczas przez agencje ratingowe. Nadzorcy we współpracy z bankiem centralnym powinni uwiarygodniać uczestników rynku finansowego poprzez okresowe badanie i upublicznianie syntetycznych, np. punktowych ocen ich wiarygodności finansowej. Propozycja ta spotka się prawdopodobnie ze sprzeciwem organów nadzoru, zwiększy bowiem ich współodpowiedzialność za sytuację na rynku finansowym. Upublicznianie syntetycznych, skwantyfikowanych ocen wiarygodności finansowej przez organa nadzorcze mieści się jednak w profilaktycznej misji organów nadzoru i w sytuacji kompromitacji agencji ratingowych może przywrócić zaufanie do uczestników rynku. Wydaje się, że w obecnej sytuacji nie ma podstaw do tego, aby instytucje nadzorcze opłacane przez uczestników rynku mogły unikać odpowiedzialności za przywracanie zaufania na rynkach finansowych.

Należy również przerwać licytację cenową banków na rynku depozytowym połączoną z hazardem moralnym wynikającym z ochrony depozytów przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Najprościej zrobić to, ograniczając ochronę depozytów do tych, których roczne oprocentowanie nie przekracza określonego np. przez Ministerstwo Finansów maksymalnego dopuszczalnego poziomu oprocentowania w skali roku. Depozyty oprocentowane powyżej ustalonego przez MF poziomu nie podlegałyby ochronie. Uniknęlibyśmy w ten sposób zagrożenia dla stabilności finansowej wynikającej nie tylko ze wzrostu wolumenu drogich depozytów w bankach, które w następstwie hazardu moralnego nie byłyby w stanie efektywnie ich zagospodarować i stałyby się niewypłacalne, ale również ograniczylibyśmy kosztową presję na wzrost cen kredytów dla przedsiębiorstw i ludności. Określenie maksymalnego limitu oprocentowania depozytów, które podlegałyby ochronie BFG, należałoby jednak zastosować w ostateczności, gdyby inne narzędzia i ewentualne działania KNF ograniczające licytację cenową i hazard moralny na rynku depozytowym okazały się nieskuteczne.