"Prezydent musi umiejętnie poruszać się między przypomnieniem narodowi w jak trudnej sytuacji się znajduje i podkreśleniem, że zwycięstwo (w walce z kryzysem) jest nieuniknione" - powiedział cytowany przez agencję Bloomberg analityk Stuart Rothenberg.

W czasie kiedy Ameryka odlicza godziny do przełomowego wystąpienia nowo zaprzysiężonego prezydenta, kręgi gospodarcze liczą, że pozwoli ono przełamać trwającą na amerykańskich giełdach bessę.

Tylko w poniedziałek indeks S&P 500 stracił 3,47 proc. i zatrzymał się na 743 pkt. To było najniższe zamknięcie od kwietnia 1993 r. Dow Jones stracił zaś 3,4 proc. i miał wartość 7114 pkt. Tak nisko był ostatni raz w maju 1997 roku.

Jest niemal pewne, że tak czy inaczej, orędzie przed obiema izbami Kongresu będzie poświęcone kryzysowi dotykającemu jedną z dwóch najpotężniejszych gospodarek świata. Większość postaci publicznych żąda od Obamy jednego: użycia swojej charyzmy i przekonania Amerykanów, że bitwa z kryzysem będzie zwycięska.

"Po prostu chciałbym, aby zakończył stwierdzeniem, że jest pełen nadziei i całkowicie przekonany, że przetrwamy tę próbę" - powiedział w niedawnym wywiadzie dla ABC News były prezydent Bill Clinton.

"Musi przestać skarżyć się na trudne warunki, jakie odzedziczył (po swoim poprzedniku) i dać ludziom powody do optymizmu" - mówił z kolei Kevin Hassett, jeden z dyrektorów American Enterprise Institute.

Plan Obamy ma trzy filary - to 787-miliardowy plan stymulacji gospodarki, plan ratowania banków i próba powstrzymania fali masowej utraty przez Amerykanów niespłacanych domów i nieruchomości.

Bloomberg podkreśla, że wystąpienie Obamy będzie sukcesem tylko wtedy, jeżeli prezydent przekona Amerykanów do swoich głównych zapowiedzi: uratowania w ciągu dwóch lat 3,5 miliona miejsc pracy i obcięcia deficytu budżetowego o połowę - do 533 bilionów dolarów.

Sam Obama zdaje się być tego świadom. "Chcę być oceniany według rezultatów i nie zamierzam szukać wymówek" - mówił 10 lutego w swoim przemówieniu w Fort Myers na Florydzie.

Tuż przed wystąpieniem Obamy opublikowano dwa sondaże, z których wynika, że nowy prezydent w swoich planach walki z kryzysem może liczyć na poparcie około dwóch trzecich Amerykanów.