Taka spekulacja to rzecz jak najbardziej normalna. Czasami jednak inwestorzy starają się wpłynąć na rynek w sposób zorganizowany, a przez to bardziej efektywny i mogący przynieść większe zyski.

Gracze zaopatrzeni w spore ilości złotego zaczynają gwałtownie sprzedawać go za euro. Wzmożony popyt na europejską walutę powoduje wzrost jej wartości, a większa podaż naszej - spadek złotego. W ten sposób spekulanci z czasem stają się posiadaczami dużej ilości mocnego euro. To jednak tylko połowa sukcesu. Chcąc bowiem sprzedać ten drogi towar, jaki jeszcze niedawno kupowali po niższych cenach, muszą zacząć się go pozbywać. Teoretycznie więc trend na obu walutach powinien zacząć się odwracać, aż do sytuacji początkowej. Wówczas gracz wyszedłby na zero.

Zatem, by zdołał zarobić, musi liczyć, iż do gwałtownego sprzedawania złotego i kupowania euro w ślad za nim dołączą się inni. Jeśli to zrobią - wzmocnią trend. A gdy to się stanie, spekulant, który wywołał ruch na kursach walut zaczyna za mocne euro kupować coraz to słabszego złotego. Za tą samą ilość wspólnej waluty może jednak kupić go więcej, niż miał wcześniej. I to właśnie jest jego zysk. Wzrośnie on tym bardziej, jeśli sytuacja na rynkach walutowych uspokoi się, a złoty zyska na wartości. Wtedy, sprzedając złotego za euro w sposób spokojny i rozłożony w czasie, stanie się bogatszy także w przeliczeniu na walutę europejską.