– To świetne polączenie celowości z finansowymi możliwościami budżetu - uważa ekononosta, prof. Stanisław Gomułka. – Wydaje mi się, że ta akurat propozycja jest dobrze adresowana, z przejrzystymi kryteriami – i to jest dobry pomysł. Przede wszystkim ma znaczenie psychologiczne – pokazuje Polakom, że w razie najgorszego nie będą pozostawieni sami sobie i dlatego mogą nie obawiać się aż tak bardzo ograniczania konsumpcji i nowych kredytów. Gdyby to dotarło do świadomości społecznej - mogłoby to bardzo pozytywnie wpływać na nastroje konsumenckie. Propozycja ta to także pomoc dla banków i branży budowlanej - z wiadomych powodów. I wcale nie jest to mała kwota – oblicza prof. Gomułka. – Jeśli nawet pracę straciłoby w tym roku 300-400 tys. osób, to - zakładając, że znaczące kredyty obciążają co dziesiątą spośród nich - oznaczałoby to możliwość nawet 10 tys. zł przeciętnej pomocy na jeden kredyt. Oczywiście przez jeden rok.

Konstytucjonalista Jan Stefanowicz uważa przy tym, że to akurat rozwiązanie, polegające na sięgnięciu do kasy Funduszu Pracy, byłoby możliwe do wprowadzenia nawet w ciągu miesiąca od wniesienia projektu odpowiedniej ustawy do Sejmu. – Jak szerokie byłyby to zmiany ustawowe - mówi Stefanowicz - zależałoby przy tym wyłącznie od skali proponowanego rozwiązania. Ale niewątpliwie taki pomysł zdecydowanie wymaga ustawowej regulacji, tu nie da się poprzestać na szukaniu jakichś luk czy interpretacji już istniejących przepisów.