W jego ocenie, wysoce niefortunne było natomiast ogłoszenie przez premier poziomu 5 zł jako momentu rozpoczęcia interwencji.

"Uważam, że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby to, co zaproponował premier Tusk, czyli sprzedaż walut, które otrzymujemy z UE, przez BGK na zlecenie Ministerstwa Finansów. Minister finansów, posiadając waluty i potrzebując środków na wydatki budżetu, w ten sposób po prostu je sobie zapewnia i nie budzi to oczekiwań co do tego, że jest jakiś określony kurs, przy jakim następuje interwencja. Gdyby na rynek wkroczył NBP, pierwszym pytaniem, jakie zadałby sobie rynek, byłoby pytanie o kurs, który zostałby uznany za wymagający obrony. To zaś otwierałoby drogę do dalszych gier spekulacyjnych" - powiedział Filar w wywiadzie dla środowego "Parkietu".

W jego ocenie, włączenie się banku centralnego w te działania byłoby uzasadnione dopiero wówczas, gdy wymiana walut przez resort finansów na rynku będzie już dokonywana, a jednocześnie RPP będzie się obawiała, że wciąż zbyt słaby kurs może przyczyniać się do wzrostu inflacji.

Filar skrytykował także premiera Donalda Tuska za wtorkową wypowiedź na temat poziomu, przy którym rząd rozpocznie interwencje w obronie polskiej waluty.

"Zastanawianie się nad wysokością kursu, przy którym sprzedaż waluty zostanie rozpoczęta, powinno pozostać wewnętrzną sprawą zastanawiających się. W świetle uwag, jakie sformułowałem wyżej - przekazywanie takiej informacji do publicznej wiadomości byłoby wysoce niefortunne" - podsumował członek RPP.

Wczoraj, po posiedzeniu rządu premier zapowiedział, że przekroczenie przez euro granicy 5 zł "to jest chyba ten moment, w którym podejmiemy decyzję o sprzedaży euro".