Światełko w rurociągu. Rosja kończy kryzys
Czy to rzeczywiście koniec kryzysu? Rosja zgadza się na warunki rozmieszczenia unijnych obserwatorów na punktach przesyłowych gazu na Ukrainie - ogłosili Czesi, którzy przewodniczą Unii. To efekt rozmowy premiera Czech Mirka Topolanka z premierem Rosji Władimirem Putinem.
- Mafia gazowa chce odzyskać wpływy
- Putin wpuszcza "obcych" na kontrolę gazu
- Rosja planowała kryzys z gazem dla Europy
- Nieudany blitzkrieg Gazpromu
- Putin zlecił zakręcenie kurka z gazem
- Rosja nie sprzeda Polsce więcej gazu
- Ile Polska wytrzyma bez gazu?
- Ukraińcy zmarnowali cztery lata
- Wojna o gaz: Tymoszenko spotka się z Putinem
- Budujmy gazoport i rurociąg do Danii
- Putin: Rura przez Polskę? Może kiedyś
- Dla Czechów Putin jest ciągle prezydentem
- Rosyjski gaz już nie płynie przez Ukrainę
- Prezydent: Z Rosją trzeba ostro
- "Wszyscy przegrywają na tym konflikcie"
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Czeski premier i rosyjski uzgodnili warunki rozmieszczenia komisji monitorującej we wszystkich miejscach istotnych z punktu widzenia przepływu gazu. Takie rozmieszczenie powinno doprowadzić do wznowienia dostaw rosyjskiego gazu do krajów członkowskich UE" - podaje czeska prezydencja w specjalnym komunikacie.
Putin puści gaz
To kolejny sygnał, który wskazuje na porozumienie w tych trudnych negocjacjach. Tym razem obyło się bez wyraźnego udziału Ukrainy. Czeski premier uzgodnił z Władimirem Putinem zasady, na jakich eksperci skontrolują przepływ gazu w rurociągu i przekonał go, że powinien odkręcić kurek.
Jakie są warunki porozumienia? Tego Czesi nie podają. Można jednak przypuszczać, ze Moskwa ustąpiła i nie będzie żądać wpuszczenia swoich obserwatorów na Ukrainę. Nie wiadomo też jeszcze, kiedy rurociągiem znów popłynie gaz.
Choć to wstępne porozumienie, to i tak można mówić o dużym sukcesie. Wcześniejsze rozmowy Rosji z Ukrainą w Brukseli zakończyły się fiaskiem.
Poszło o ekspertów
Jeszcze w czwartek po południu wydawało się, że porozumienie jest blisko i rosyjski gaz już wieczorem popłynie na Zachód. Potem okazało się, że radość jest przedwczesna. Ukraina nie zgodziła się, by rosyjscy eksperci monitorowali przesył gazu na jej terytorium.
Przez cały dzień negocjacji rosyjsko-ukraińskich z Brukseli nadchodziły sprzeczne komunikaty. Najpierw przedstawiciel prezydenta Ukrainy ogłosił, że jeszcze wieczorem lub najpóźniej jutro rano rurociągiem znów popłynie rosyjskie błękitne paliwo. Warunkiem wznowienia dostaw było wysłanie na Ukrainę ekspertów z Unii, którzy będą mieli dostęp do instalacji gazowych.
Nawet szef Gazpromu Aleksiej Miller potwierdził, że gdy unijni obserwatorzy dotrą do ukraińskich węzłów przesyłu gazu, Rosja odkręci kurki. Obserwatorzy wybierali się na Ukrainę już w piątek.
Potem zaczęły się schody. Rosja zażądała włączenia swoich ekspertów w skład delegacji. Ukraina twardo powiedziała: nie. Przedstawiciele Komisji Europejskiej, organizatora negocjacji, bezradnie rozkładali ręce. "Nie możemy zmuszać Ukrainy do przyjęcia obserwatorów rosyjskich. To nie należy do nas" - stwierdził unijny komisarz do spraw energii Andris Piebalgs.
Rosja umywa ręce
Premier Rosji odpowiedzialnością za odpowiedni przebieg negocjacji obarczał Komisję Europejską. Zdaniem Władimira Putina powinna przekonywać stronę ukraińską do przyjęcia rosyjskich obserwatorów. Tak jak, według Putina, za wstrzymanie dostaw gazu do Europy Zachodniej i wywołany tym kryzys odpowiada wyłącznie Ukraina.
Moskwa zapewnia, że wciąż chce rozmawiać z Ukrainą. Twardo przy tym stoi na stanowisku, że Naftohaz powinien od nowego roku więcej płacić za rosyjskie paliwo. Dobrze zdaje sobie sprawę, że to Gazprom wciąż rozdaje karty.





















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!