Ostatnie wzrosty cen surowca to przede wszystkim efekt eskalacji konfliktu w Strefie Gazy.

"Brak stabilizacji w tym regionie może w dużym stopniu przyczynić się do wzrostu notowań ropy" – mówi Rob Laughlin, broker w MF Global w Londynie.

Analitycy tłumaczą, że wojna może przyczynić się do większych napięć w krajach Bliskiego Wschodu, które są bogate w ten surowiec. Ekperci przyznają jednak również, że wzrost cen to efekt ograniczenia wydobycia surowca przez OPEC.

W grudniu kartel postanowił zmniejszyć produkcję o 2,2 mln baryłek, w sumie od września obciął wydobycie o ponad 4 mln baryłek dziennie. Analitycy są zgodni: inwestorzy właśnie widzą odbicie tej decyzji w cenach surowca.

Jeszcze kilka tygodni temu za baryłkę ropy płacono w Nowym Jorku poniżej 33 dolarów, najmniej od pięciu lat. Eksperci podkreślają, że spadek cen to efekt globalnego spowolnienia gospodarczego i malejącego popytu na energię.