Wsparcie amerykańskiej gospodarki może kosztować od 675 do 775 mld dolarów. Jak powiedział wczoraj w stacji CBS doradca Obamy David Axelrod, dokładna kwota nie jest jeszcze ustalona, ale pieniądze przeznaczone zostaną na stworzenie nowych miejsc pracy.

W jakich branżach? Dopowiedział to drugi z czołowych doradców prezydenta-elekta, przyszły szef Narodowej Rady Ekonomicznej w Białym Domu Lawrence Summers. Około 80 procent z trzech milionów nowych miejsc pracy ma zatem powstać głównie w sektorach gospodarki związanych z ekologicznymi technologiami.

"W przyszłym roku, kiedy bezrobocie w USA sięgnie 10 procent, a recesja jeszcze się pogłębi, co jest najposępniejszą prognozą dla naszego kraju od czasu II wojny światowej, nowe miejsca pracy będą kluczowym elementem planu ratowania gospodarki" - stwierdził Summers na łamach dziennika "The Washington Post".

Pierwotny plan Obamy mówił o 2,5 mln miejsc pracy w nadchodzących dwóch, trzech latach, ale plan został skorygowany, gdy okazało się, że gospodarka USA zwalnia szybciej, niż sądzili eksperci.

Przypomnijmy, że z programem jej wsparcia wystąpił kończący swą kadencję w Białym Domu prezydent George W. Bush. W ramach tzw. planu Paulsona (od nazwiska obecnego sekretarza skarbu Henry'ego Paulsona) do firm amerykańskich, głównie banków, trafić ma 700 mld dolarów. Połowa tej kwoty już zostala rozdysponowana.

"Krytycy planu Baracka Obamy twierdzą, że jak prezydent Bush powinniśmy się skupić na krótkoterminowych projektach, by jak najszybciej pobudzić popyt konsumencki. Celem nowego prezydenta jest jednak wzmocnienie naszej klasy średniej i naszej gospodarki w dłuższej perspektywie" - stwierdził Summers.