Wydawało się, że wszystko jest już dogadane i koncerny dostaną w ciągu kilku dni 14 miliardów dolarów szybkiej pożyczki. Na udzielenie pomocy zgodziła się w środę Izba Reprezentantów, a głosowanie w Senacie miało być formalnością. Nie było.

Okazało się bowiem, że przedstawiciele związku United Auto Workers nie zgodzili się na obniżki pensji, co miało jednocześnie obniżyć koszty produkcji. A to był jeden z podstawowych warunków przyznania pomocy.

Nie wiadomo, jaki będzie los "Wielkiej trójki" z Detroit. Pieniądze, o które się starała, pochodzą z puli 700 miliardów dolarów wygospodarowanej z budżetu na ratowanie systemu finansowego. Funduszem, zgodnie z wolą Kongresu, zarządza prezydent. W sumie producenci aut chcieli pożyczyć 34 miliardy dolarów, z czego 14 natychmiast.

W najgorszej sytuacji jest General Motors, którego władze mówią, że mogą ogłosić bankructwo w przeciągu tygodni. Zaraz po nim przyjdzie czas na Chryslera. W nieco lepszej sytuacji jest Ford, który jako jedyny nie prosił o natychmiastową pomoc.

Przez upadek koncernów klika milionów ich pracowników i kooperantów straci pracę.