Ireneusz Jabłoński mówi, że rozdawnictwo, na jakie pozwoliły sobie USA i kilka rządów europejskich, jest niemoralne. "Za pieniądze podatników wspieramy te instytucje, które były źle zarządzane i które bawią się w hazard cudzymi oszczędnościami" - powiedział dziennikowi.pl Jabłoński.

Ekonomista nie ma wątpliwości, że kilkusetmiliardowa interwencja w USA i podobna w Europie nie uzdrowi rynków finansowych na świecie. "Nie pozwalając ponieść konsekwencji za własne czyny najbardziej cenionym dotąd menedżerom na świecie, przedłużamy tylko agonię rynków. Rządy pozwolą na kontynuację błędnej polityki i wykreują kolejny kryzys. Tyle że na większą skalę" - ostrzega Jabłoński.

>>>Szef NBP: Kryzys uderzy w nas łagodnie

Niestety, czarny scenariusz się właśnie ziszcza, bo świat jest w finansowym szachu. Rządy rozdają pieniądze w obawie przed spadkiem popularności. Banki uprawiają czarnowidztwo, bo wiedzą, że dolewając oliwy do ognia, wymuszają na rządach interwencje. Powstaje ogólna histeria, która przynosi tragiczne skutki na giełdach.

Rynki w Moskwie przeżyły dziś prawdziwe tąpnięcie. W ciągu pierwszych 25 minut indeks RTS spadł o 7,76 procent, a wskaźnik MICEX zjechał o 10,25 procent. Ten drugi spadł później o prawie 15 procent. Inwestorzy w panice sprzedają akcje dwóch największych instytucji finansowych w Rosji. Papiery - Sbierbanku i Vneshtorgbanku.

Nie lepiej było na otwarciu europejskich giełd. Wszystkie - włącznie z warszawską - traciły po kilka procent. Ma to bezpośredni związek z tym, że załamały się giełdy w Azji, które właśnie skończyły notowania. Chiński indeks CSI 300 spadł na zamknięciu aż o 5,1 procent.

Histeria może przedostać się poza mury giełd, bo ludzie zatroskani o bezpieczeństwo swoich lokat w bankach, mogą zacząć szturmować okienka i żądać oddania oszczędności. A z tym może być problem, bo wiele banków poczyniło inwestycje, które przynoszą tylko straty. Dlatego instytucje kuszą coraz wyższym oprocentowaniem oszczędności na lokatach.

"Scenariusz argentyński jest trudny do wyobrażenia" - stwierdził ekonomista Andrzej Sadowski, którego dziennik.pl zapytał o to, na ile możliwa jest sytuacja, w której Polacy wybijają okna w niewypłacalnych bankach, tak jak kiedyś Argentyńczycy. "Najpierw musiałby paść cały system, włącznie z zabezpieczeniami administracyjnymi państwa" - tłumaczy Sadowski.

>>>Amerykanie pompują miliardy w swoje banki

"Analizy czarnego czwartku na nowojorskiej giełdzie w latach dwudziestych, wskazują, że krach miał podłoże psychologiczne. Żeby powtórzyć tę sytuację, trzeba byłoby wyzwolić ogromny ładunek emocjonalny wśród inwestorów" - powiedział Sadowski.

Tymczasem wśród inwestorów jest naprawdę nerwowo. Pozbywają się akcji, bo wiedzą, że plan ratunkowy rządów poszczególnych państw niewiele zmieni. "Mamy globalną recesję" - powiedział Bruce Kasman, główny ekonomista z gigantycznej instytucji finansowej JPMorgan Chase. "Jest pewne, że w najbliższym czasie nie uda nam się pokonać problemów w gospodarce, mimo przyjętego pakietu ratunkowego" - dodał.

Chodzi oczywiście o tak zwany plan Paulsona, sekretarza skarbu USA, który chce rozdać amerykańskim bankom 700 miliardów dolarów. Ma to być coś w rodzaju deski ratunkowej, która pozwoli tonącym instytucjom finansowym utrzymać się na powierzchni oceanu długów, bezwartościowych polis i obligacji. Jednak to, jak się zachowują giełdy, pokazuje, że inwestorzy nie wierzą, by te 700 miliardów dolarów cokolwiek pomogło.

>>>Panika na rosyjskich giełdach

Podobnie sądzą specjaliści w Europie. Co więcej, przyznają to nawet ministrowie z europejskich krajów, które też chcą udzielać pomocy publicznej sektorowi finansowemu. "Jest to największy kryzys od 1929 roku i jeszcze się nie zakończył. Po nim świat będzie inny niż przed kryzysem" - powiedział minister finansów Luksemburga Jean-Claude Juncker.

Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Irlandia i Włochy drżą ze strachu. Państwa te muszą liczyć się ze spowolnieniem gospodarczym, a banki operujące na ich rynkach również przeżywają kłopoty. Niemiecki rząd i branża finansowa uzgodniły w nocy plan ratunkowy dla zagrożonego upadkiem banku Hypo Real Estate.

Prezes włoskiego banku UniCredit, powiązanego z naszym PeKaO SA, otwarcie mówi, że sytuacja jest beznadziejna. Alessandro Profumo również zgadza się z opinią, że obecna sytuacja na rynkach finansowych przypomina Wielki Kryzys w 1929 roku.