Według Urzędu Regulacji Energetyki spółka złamała prawo, wprowadzając od stycznia nowe taryfy dla miliona odbiorców prądu na Górnym Śląsku. Powinna była zatwierdzić podwyżki w URE, a nie zrobiła tego. "Vattenfall okazał absolutny brak respektu dla regulatora. Dlatego musimy ostro zareagować" - mówi DZIENNIKOWI Mariusz Swora, prezes URE. Dziś wyda decyzję o ukaraniu firmy.

Urząd nie może zmusić dostawcy do anulowania cennika, ale może żądać przygotowania nowych taryf i wprowadzenia ich dopiero po zaakceptowaniu podwyżek przez regulatora.

Od stycznia prąd sprzedawany prywatnym odbiorcom przez Vattenfall, według wyliczeń spółki, podrożał średnio o 13 proc. (rachunki wzrosły jedynie o 5,1 proc., ponieważ firma jednocześnie obniżyła opłaty za przesył). Pozostałe 12 firm działających na polskim rynku od marca podniosło ceny od 11 do 15 proc. Jednak wcześniej URE zatwierdziło ich taryfy. Vattenfall podobnie jak stołeczny RWE Stoen wprowadził nowe ceny samowolnie, bo twierdził, że nie ma obowiązku wysyłać taryfy do akceptacji. Dlaczego? Bo zdaniem przedstawicieli szwedzkiego koncernu w 2001 r. ówczesny prezes URE uwolnił całkowicie ceny prądu dla odbiorców indywidualnych od 2008 r.

Innego zdania jest urzędujący od listopada ub.r. prezes Mariusz Swora. Zgodziło się z nim 12 czołowych sprzedawców prądu, którzy przesłali swoje taryfy URE. Zdaniem regulatora rynku kara jest nieunikniona, ponieważ od początku roku firma działa niezgodnie z prawem. "Dla konsumentów będzie to sygnał, że przedsiębiorstwa energetyczne nie mogą zarabiać, łamiąc przepisy, ani zachowywać się jak monopoliści na rynku, który nie jest jeszcze w pełni konkurencyjny" - mówi Swora.

Jednocześnie szef URE podtrzymuje wcześniejsze zapowiedzi o całkowitym uwolnieniu cen energii od 2009 r.