Był czas na stworzenie przepisów, które uregulowałyby wypłatę pieniędzy w takiej formie, by i budżet nie ucierpiał, i właściciele obligacji byli zadowoleni - zauważa money.pl. Pod koniec kwietnia minionego roku Trybunał Konstytucyjny orzekł bowiem, że przepis zabraniający sądom waloryzacji przedwojennych obligacji jest niezgodny z konstytucją. Przyznał jednak władzom aż 12 miesięcy na prawne uregulowanie tej sprawy.

Tymczasem do dzisiaj nie ruszyły żadne prace nad ustawą, a czas dany przez Trybunał dobiegnie końca za miesiąc. "Na pewno potrzeba jeszcze kilka miesięcy na przygotowanie stosownych przepisów" - rozkłada ręce w rozmowie z serwisem Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO.

Ale nad regulacjami nie pracuje żaden resort. Co więc zrobią właściciele przedwojennych obligacji?

O wysokości przyznawanych kwot będą decydować sądy. Podstawą mogą być ekspertyzy przygotowane dla Stowarzyszenia Posiadaczy Przedwojennych Obligacji. Zależnie od modelu liczenia, wartość jednej obligacji szacuje się na od 3 do 9 tysięcy złotych.

Na szczęście dla podatników, z pięciu milionów przedwojennych obligacji zachowało się ledwie kilka procent. Ich łączna wartość jest bardzo trudna do oszacowania, stąd duży rozstrzał wyceny - od 1 do aż 5 miliardów złotych.

"Roszczenia warte są raczej 2-3 mld zł. Zgodzimy się na przykład na rozłożenie spłat na kilka lat. Część z tych kwot można by wypłacić w wieloletnich obligacjach. Rocznie więc kosztowałoby to budżet od 100 do 500 mln zł" - proponuje Tomasz Górniak ze Stowarzyszenia Posiadaczy Przedwojennych Obligacji zrzeszającego około 500 osób.

I obiecuje: "Zdajemy sobie sprawę, że takich przepisów nie można przygotować w tydzień czy miesiąc. Kiedy usłyszymy, że trwają odpowiedzialne prace np. w Ministerstwie Finansów czy Skarbu Państwa, będziemy wnioskowali do członków stowarzyszenia o wstrzymanie się z pozwami sądowymi".