"Decyzja Budapesztu pokazuje, że energetyczna solidarność w Europie jest iluzją" - ubolewa Piotr Woźniak, minister gospodarki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. "Polska musi teraz zadbać o nowych, alternatywnych dostawców. Inaczej nasza pozycja wobec Kremla znacznie osłabnie już za kilka lat" - dodaje. Także poza Polską intencje Rosjan są czytelne. "Gazociągi Południowy i Północny utworzą kleszcze, które otoczą Europę Środkową. Pozbawią Polskę, Ukrainę i Białoruś prawa weta wobec Gazpromu i Kremla, który kontroluje monopolistę" - mówi DZIENNIKOWI niemiecki ekspert Christian Koenig.

Wart 10 mld dolarów projekt to także policzek dla Brukseli i Waszyngtonu. "Decyzja Węgier, nad którą trzeba ubolewać, to cios w projektowany gazociąg Nabucco, popierany przez USA i Unię Europejską" - mówi nam Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka. Nabucco biegnący przez Turcję miał dać Europie gaz z Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu, ale Gazociąg Południowy mocno ograniczy jego opłacalność, bo ma podobny przebieg. Choć przed podpisaniem umowy węgierski premier Ferenc Gyurcsany i rosyjski prezydent Władimir Putin podkreślali, że nie mają nic przeciw konkurencyjnemu Nabucco, to amerykańska dyplomacja już mówi o "wojnie gazociągów".

Także w Brukseli ożyła wczoraj debata o tym, jak ograniczać w Europie wpływy Gazpromu. "Bez wspólnej unijnej polityki energetycznej rosyjski monopolista będzie dalej podbijał Europę, przekupując poszczególne rządy" - uważa Kathinka Barysh z Centrum Reform Europejskich w Londynie. "Ponawiane apele o solidarność pozostają niestety bezskuteczne" - dodaje.

Postawa Węgrów jest tego jaskrawym przykładem. Szczegóły umowy budowy Gazociągu Południowego już w poniedziałek socjalistyczny premier Gyurcsany uzgodnił z Dmitrijem Miedwiediewem, szefem rady dyrektorów Gazpromu i murowanym kandydatem na prezydenta Rosji w wyborach, które odbędą się już w najbliższą niedzielę. Wczoraj Władimir Putin przyjął szefa węgierskiego rządu na Kremlu i chwalił jego decyzję. "Jeśli ten projekt zostanie zrealizowany, a nie mam co do tego wątpliwości, wzrośnie rola Węgier w europejskim łańcuchu energetycznym" - dowodził.

Rosjanie prą jak taran - do nowego przedsięwzięcia Gazpromu dołączyli już Serbowie i Bułgarzy. 900-kilometrowa rura pobiegnie dnem Morza Czarnego z rosyjskiej przepompowni Bieriegowaja do bułgarskiej Warny. Tam rozdzieli się na dwie nitki: północną, biegnącą przez Serbię do Węgier i Austrii, oraz południową, która zaopatrzy w gaz Greków. Obie będzie można pociągnąć do Włoch. Niebieskie paliwo ma popłynąć Gazociągiem Południowym już w 2013 roku.