Rodziny, które zdecydują się zatrudnić nianię na podstawie umowy o pracę i będą opłacać jej składki ubezpieczeniowe, na koniec roku będą mogły skorzystać z ulgi podatkowej. Propozycja dotyczy również szeroko rozumianych pomocy domowych, a nawet... ogrodników. Rodzice będą mogli podpisać umowę także z babcią dziecka, a później wypłacone jej wynagrodzenie i składki odliczyć sobie od dochodu. "Nieważne, czy zatrudnienie podpisane zostanie na 1/8, 1/2, czy na cały etat. Liczy się sam fakt podpisania umowy o pracę i udokumentowanie wypłacania wynagrodzenia. Opiekunki będą miały możliwość podpisywania kilku umów" - tłumaczy Bożena Diaby z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Projekt ustawy jest w fazie konsultacji międzyresortowych. Prawdopodobnie 18 marca trafi na posiedzenie Rady Ministrów.

Resort pracy walczy o zmiany w ustawie, ponieważ chce zlikwidować szarą strefę. A zatrudnianie pomocy na czarno to powszechna praktyka. Iza z Rzeszowa szuka opiekunki dla swojego 17-miesięcznego synka Mateusza. "Chciałabym, żeby była to osoba kompetentna, ale i tania. Dlatego nie wyobrażam sobie, żebym miała przyjmować nianię na etat, odprowadzać składki do ZUS, płacić podatki. To za drogi interes. Musiałabym do niego dopłacać" - mówi pani Iza. W podobnym tonie wypowiada się Basia z Wrocławia, mama rocznej Halinki i ośmioletniego Jasia.

"Zatrudniam nianię nieoficjalnie. To opłaca się i jej, i mnie. Kogo będzie stać, by płacić to co teraz i dodatkowo wszystkie obowiązkowe dodatki?" - pyta kobieta.

Te opinie nie dziwią Zbigniewa Macieja Szymika, przewodniczącego Krajowej Rady Doradców Podatkowych. "Rodzice staną się pracodawcami, a to oznacza wiele zmian. Odprowadzanie miesięcznych składek, roczny PIT. Pojawi się mnóstwo papierkowej roboty. Wielu zrezygnuje z przebijania się przez ten gąszcz. Nowelizacja ustawy stanie się kolejnym martwym przepisem" - uważa Szymik.

Monika Antkiewicz z Krakowa od czterech lat pracuje jako opiekunka. Nigdy nie miała umowy o pracę. Ma nadzieję, że zastrzeżenia doradcy podatkowego nie sprawdzą się w praktyce. "Teraz nie mogę wziąć kredytu, bo formalnie nie mam dochodu. Zakładanie własnej firmy też mi się nie opłaca. A przecież lata, które przepracowałam jako opiekunka, powinny mi się liczyć do emerytury" - mówi.

Tymczasem Sylwia Chutnik, szefowa Fundacji Mama, jest zdania, że nowe przepisy pozwolą na lepsze kontrolowanie branży opiekunek. "Dziś to praktycznie dziki rynek. Bez jakiejkolwiek kontroli. Legalność zatrudnienia spowoduje, że rodzice pracodawcy będą zwracać większą uwagę np. na referencje. Pomysł ma jednak rację bytu tylko wtedy, jeśli nie wzrosną koszty, które będzie musiała ponieść rodzina szukająca niani" - powiedziała Chutnik.

Ministerstwo przyznaje, że legalne zatrudnienie jest droższe od szarej strefy, a propozycja resortu to kompromis między rodzicem pracodawcą a nianią pracownikiem. Bożena Diaby jest jednak przekonana, że znajdą się rodzice, którzy powiedzą do opiekunki: słuchaj, zapłacimy ci trochę mniej, ale za to dostaniesz osłonę socjalną. Podzielimy się tymi kosztami po połowie. "Dla opiekunki to opłacalny układ, zarobi mniej, ale będzie chroniona, gdy zachoruje, a lata przepracowane w zawodzie będą jej się liczyły do emerytury. Państwo chce dać obu stronom wybór, którego dotychczas nie mieli. Czy z niego skorzystają, trudno powiedzieć" - mówi Diaby.

Policzę, czy mi się to opłaca

Maciej Stańczyk: Szuka pan opiekunki dla swojej córeczki. Dziewięć godzin dziennie, pięć dni w tygodniu. Opieka nad dzieckiem plus drobne prace domowe. Oferujecie z żoną etat?
JAKUB: Nie. Nie stać nas na to. Do tej pory nie praktykowaliśmy nawet żadnych pisemnych zobowiązań. Siadaliśmy do stołu. Dogadywaliśmy się co do stawki, zakresu obowiązków i już. To były ustne, dżentelmeńskie umowy. Taka jest powszechna praktyka.

Powszechna, ale nielegalna
Zależy nam na dobrej opiece, ale koszty też są ważne. Jeśli opiekunka zgadza się na takie warunki, to nie widzę problemu. Nie mamy żadnych skrupułów, bo wypełniamy warunki, jakie uzgodniliśmy.

Resort pracy ma jednak pomysł na szarą strefę na rynku opiekunek i pomocy domowych. Chce wprowadzić ulgi podatkowe dla rodzin za legalne zatrudnienie niani. To dobry pomysł?
Myślę, że tak. Nie wiem jednak, czy się przyjmie. Muszą być spełnione określone warunki, żebyśmy skorzystali z takiej możliwości.

Jakie?
Na pewno usiądziemy do stołu i policzymy, co nam się będzie bardziej opłacało. Jeśli jednak koszty ubezpieczenia, podatków i pensji będą wyższe niż korzyści, to dalej będziemy zawierać umowy pod stołem.

*Jakub z Warszawy, jest ojcem dwuletniej Ady

Nianie czekają na te przepisy

Maciej Stańczyk: Od ilu lat pracuje pani jako niania?
LILIANNA: Od ponad pięciu lat. Teraz opiekuje się trzyletnią Zuzią, a dorywczo swoim rocznym wnuczkiem Ksawerym. Od września zamierzam opiekować się kolejnym dzieckiem.

Sporo pani pracuje. Legalnie?
A skąd. Już przy pierwszym kontakcie rodzice zaznaczają, że - owszem - poszukują opiekunki, ale nie ma mowy o umowie o pracę. Liczą każdy grosz.

Opłaca się pracować nielegalnie?
Wynegocjowałam dobre warunki. Mam płatny urlop. Dostaję też pieniądze, gdy np. zachoruję. Ale na umowę nie mam co liczyć. Ja już jestem na rencie, ale masa młodych dziewczyn pracuje latami w tym zawodzie, a nie ma żadnego potwierdzenia.

Resort pracy przygotował projekt ustawy o przyznaniu ulgi podatkowej rodzinom, które legalnie zatrudnią nianie.
Świetny pomysł. Całe środowisko na to czeka. Musimy szukać sposobu na to, żeby opiekunki mogły pracować na umowę, a nie na czarno, ale to będzie trudne.

Dlaczego?
Rodzice liczą każdy grosz. Bardzo często nie chcą umawiać się na stałą pensję. Wolą płacić stawki godzinowe. Wystarczy, że jeden rodzic szybciej wyjdzie z pracy albo przyjedzie babcia, to opiekunka jest zwalniana do domu. Rodzice skrupulatnie odliczają jej przepracowane godziny. Nie zgodzą się na żadne zmiany, jeśli przyjdzie im płacić więcej

*Liliana, ma 52 lata, jest opiekunką z Sosnowca.