Zakrzewska nie wyjaśniła, czy chodzi o papierosy z najniższej, średniej czy z najwyższej półki. Liczy jednak na to, że procentowo podwyżka nie będzie dwucyfrowa. "Nie mogę jednak tego obiecać" - dodała rzeczniczka PGNiG.

Ale obserwując podwyżki na rynku energetycznym - gdzie np. cena prądu wzrosła o kilkanaście procent, a baryłki ropy o ponad 30 proc. - trzeba zakładać pesymistyczny scenariusz. Jeśli cena gazu wzrośnie tylko o 10 proc., drożyzna zajrzy do kieszeni każdego Polaka. Najwięcej zapłacą ci, którzy ogrzewają domy gazem. Całe szczęście, pod koniec marca - czyli wtedy kiedy mają wejść nowe cenniki - kończy się już okres grzewczy. Jednak zimą może być dramat. Zwłaszcza dla kogoś, kto płaci wtedy za gaz 400 złotych miesięcznie.

Rzeczniczka PGNiG potwierdziła, że podwyżka jest już przesądzona. Powiedziała też, że dokładne liczby poda dopiero po zatwierdzeniu cenników przez Urząd Regulacji Energetyki. Cała procedura podwyżkowa potrwa około półtora miesiąca. Teraz PGNiG analizuje sobotnie rozporządzenie ministra gospodarki w sprawie handlu gazem. W czwartek PGNiG zakończy analizę i zacznie przygotowywać wniosek taryfowy. Później URE robi swoje analizy i w końcu publikuje decyzje.

Na pytanie, co wpłynęło na decyzję PGNiG o podwyższeniu cen gazu, Joanna Zakrzewska odpowiada, że rosnące ceny paliw. "Obecnie sprzedajemy gaz po takich cenach, jakie obowiązywały, gdy za baryłkę ropy płacono 67 dolarów. Teraz kosztuje ponad 90" - wyjaśnia.