Jaki jest cel wizyt zagranicznych?

Chcemy pomóc polskim przedsiębiorcom w nawiązaniu kontaktów i znalezieniu nowych rynków zbytu. Wizyty studyjne mają pokazać im, że zyskowne interesy można prowadzić także za granicą. To jedna z kluczowych spraw, by podnosić konkurencyjność. Trzeba pamiętać, że fala globalizacji zalewa wszystkich, także przedsiębiorców z tak małych i peryferyjnych województw jak lubelskie czy podkarpackie. Dlatego także oni muszą wychodzić naprzeciw wyzwaniom rynku. Do tego konieczna jest jednak zmiana postawy z biernej na proaktywną, przełamanie barier mentalnych polskich przedsiębiorców. To jeden z naszych największych problemów, jeśli chodzi o umiędzynarodowienie naszych przedsiębiorstw.

Czy to wyjście poza Polskę jest niezbędne? Nie wystarczy np. działanie na szerszą skalę w ramach województwa lub kraju?

W niektórych wypadkach zapewne wystarczy, ale na pewno nie we wszystkich. Trzeba liczyć się z tym, że nawet jeśli będziemy działać wyłącznie w skali regionalnej, to i tak prędzej czy później spotkamy się z zagranicznymi konkurentami, klientami czy też przedsiębiorcami, którzy inwestując w Polsce, będą szukać partnerów do współpracy. Oczywiście bardzo często będzie się to odbywać za pośrednictwem Polaków, ale nie zawsze, zwłaszcza w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Duże koncerny mogą pozwolić sobie na to, by zakładać lokalne filie i wysyłać do nich sztaby świetnie przygotowanych specjalistów, natomiast małe i średnie firmy w nawiązywaniu kontaktów skazane są na własne siły i umiejętności. Jak więc widać, nie jest to wyłącznie kwestia ekspansji za granicę, ale również funkcjonowania na rynku krajowym.

Jakie kraje brały udział w projekcie?

W wizytach studyjnych uczestniczyły firmy z Niemiec, Hiszpanii, Finlandii i Polski. Gdyby pokusić się o porównanie, trzeba przyznać, że świadomość konieczności podejmowania współpracy ponadnarodowej najsilniejsza jest wśród Finów i Niemców. Być może wynika to z tego, że przedsiębiorcy, z którymi się spotkaliśmy, operują na terenach przygranicznych i mają przekonanie, że taka współpraca może przynieść im wymierne korzyści. Gros polskich firm chyba jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

Pamiętajmy też o barierze językowej. Tu najlepiej wypadają Finowie. Ich zdolności lingwistyczne nie wynikają z jakichś szczególnych predyspozycji, ale z systemu kształcenia, który zakłada naukę kilku języków. W dobrej sytuacji są też Niemcy, ich język ojczysty jest dość powszechnie znany, mogą się więc porozumieć w wielu krajach ościennych. Utrzymywanie kontaktów międzynarodowych w języku polskim wydaje się praktycznie niemożliwe. Niewątpliwie jest to bariera, która stawia Polaków w zdecydowanie gorszej sytuacji niż Niemców czy Finów. Jeśli zaś chodzi o zdolności komunikacyjne Hiszpanów, to są one bardzo zbliżone do polskich realiów. Warto jednak pamiętać, że Hiszpanie bez problemów mogą się porozumieć z całą Ameryką Południową. Oznacza to, że bez znajomości języków w obecnych realiach gospodarczych stawiamy się w znacznie gorszej pozycji niż nasi zagraniczni konkurenci.

Czy przedsiębiorcy zagraniczni mogą liczyć na wsparcie ze strony państwa?

Systemy wsparcia za granicą są znacznie bardziej rozwinięte niż w Polsce. U nas na dobre zaczęły się przy udzielaniu funduszy strukturalnych, a więc 2 – 3 lata temu. Wszystko, co było wcześniej, dotyczyło bardzo niewielkich kwot. Tymczasem za granicą trwa to już od kilkunastu lat. Dzięki takiej historii pomoc udzielana przedsiębiorcom jest o wiele bardziej rozwinięta i szyta na miarę, zindywidualizowana. Z przyczyn oczywistych w Polsce nie mamy też odpowiednio doświadczonych kadr.

Na czym polega wsparcie?

Są to działania, które wspomagają firmy np. w zatrudnianiu obcokrajowców, poszukiwaniu specjalistów, implementowaniu systemów kształcenia i technologii informatycznych, które pokażą, jak efektywniej funkcjonować. Wiele mechanizmów, które za granicą są świetnie rozwinięte, u nas dopiero raczkuje. Przykładem są choćby parki technologiczne czy inkubatory biznesu. Oczywiście, chodzi też o pieniądze, ale postawiłbym je na tym samym miejscu co know-how.

Jak za granicą wyglądają systemy wsparcia działalności międzynarodowej?

Pamiętam wizytę fińskich przedsiębiorców w Polsce. Przewidując problemy z porozumieniem się, Finowie przygotowali 10-minutowy film, w którym o swojej działalności opowiedzieli obrazem. Dzięki temu przełamali lęk naszych przedsiębiorców. Właśnie takich pomysłów i rozwiązań brakuje w polskiej rzeczywistości. W zakresie promocji ponadnarodowej nasze firmy zostawione są same sobie, a dotyczy to zwłaszcza małych przedsiębiorców.

Niestety, pod tym względem Polska nadal znajduje się na końcu listy. Świadczy o tym choćby liczba i jakość stron internetowych czy inne elementy promocyjne, takie jak ulotki, broszury informacyjne, prezentacje, wizualizację firmy i jej działalności, katalogi przygotowywane przez same firmy lub instytucje wspomagające.

Niektórzy polscy przedsiębiorcy zapewne dopiero zaczynają od najprostszych elementów promocji, jak choćby strona internetowa...

Rzeczywiście, internet jest jednym z narzędzi nawiązywania kontaktów, które jeszcze nie w pełni są u nas doceniane i wykorzystywane. Spośród wszystkich państw partnerskich mamy najgorsze strony internetowe, mniej wdrażanych systemów informatycznych, kulejemy też pod względem narzędzi promocyjnych. To jeden z powodów, dla których proces umiędzynarodowienia nie postępuje tak, jak powinien.