"To Jerome Kerviel odpowiada za straty" - grzmi zarząd banku. "Oskarżanie Kerviela pozwala ukryć znaczne straty, jakie bank poniósł, angażując się w kredyty hipoteczne o podwyższonym ryzyku" - odpiera zarzut jego obrońca, Christian Charriere-Bournazel. Pytania się mnożą, a szansy na prędkie wyjaśnienie "oszustwa stulecia" nie widać.

Wszystko zaczęło się w pierwszej połowie stycznia. Młody makler w imieniu Societe Generale grał na europejskich giełdach. Bez wiedzy przełożonych i przekraczając swoje uprawnienia, obracał astronomicznymi sumami rzędu 40-50 miliardów euro - pisze portal money.pl. Choć makler cały czas ponosił straty, udawało mu się je ukrywać przed dyrekcją banku i kontrolerami giełdowymi. Do czasu.

18 stycznia zarząd banku dowiedział się o nielegalnych operacjach bankowych Kerviele'a. Wszystkie aktywa zakupione przez Kerviela dyskretnie sprzedano. Po podliczeniu okazało się, że bank stracił 4,82 miliarda euro. Podczas gdy bank założony przez Napoleona II w 1862 roku stanął na krawędzi bankructwa, Kerviel czeka w areszcie na zarzuty i grozi mu pięć lat za kratkami. Bank oskarżył go o "fałszerstwo i naruszenie systemu automatycznego przetwarzania danych".

Nie wszyscy rynkowi eksperci dają wiarę bankowi. Twierdzenia SocGen podważa także obrona nieszczęśnego maklera. Posądzanie jednego pracownika to próba uspokojenia akcjonariuszy, że problemy finansowe banku są wynikiem wewnętrznych nadużyć, a nie złej strategii inwestycyjnej - przekonują adwokaci.

Francuska minister finansów Christine Lagarde udzieliła dzisiaj telewizji France-2 wywiadu, w którym mówiła, że obracając funduszami banku, Kerviel nie miał wspólników i działał sam. Wsparła tym samym stanowisko banku. Nadal jednak nikt nie potrafi wyjaśnić motywacji maklera, który - jak przyznaje samo Societe Generale - na szalonej inwestycji nie zarobił nawet jednego eurocenta.