Przez lata nikt nie wiedział, że pieniądze ze składek się rozpłynęły. ZUS całą sprawę ukrywa - twierdzi "Gazeta Wyborcza". Zakład nic nie powiedział ani byłej minister pracy Joannie Kluzik-Rostkowskiej, ani obecnemu kierownictwu resortu pracy. O całej aferze nie wiedzial też były szef rady nadzorczej ZUS, Robert Gwiazdowski.

Zakład tłumaczy, że wszystko przez błąd komputerów. Oprogramowanie, dostarczone przez Prokom było wadliwe, jak twierdzi "Gazeta Wyborcza" - stąd właśnie błąd w zaksięgowaniu.

Teraz resort pracy nie wie, co zrobić. Bo nawet jeśli zwróci składki, to i tak 900 tysięcy kobiet na tym straci. Gdyby pieniądze wpłynęły normalnie, fundusze inwestycyjne obracałyby nimi, powiększając przyszłą emeryturę.