23 października ub.r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że pracujący mężczyźni są w Polsce dyskryminowani. Przepisy ustawy o emeryturach przyznawały prawo do przejścia na wcześniejszą o pięć lat emeryturę (w wieku 55 lat) tylko kobietom. Jedynym warunkiem było to, że urodziły się przed 1949 rokiem. Zakończenie aktywności zawodowej zależało od ich uznania. Podobnego przywileju pozbawieni byli natomiast mężczyźni, którzy musieli pracować aż do ukończenia 65 lat.

Jedyną szansą na wcześniejszą emeryturę było dla nich zwolnienie z pracy albo kalectwo. "To niesprawiedliwe, nie powinno się mnie dyskryminować ze względu na płeć w żadnej dziedzinie życia" - uważa 31-letni Konrad Kołodziejczyk, bankowiec z Gdyni.

Ale już niedługo. Ci mężczyźni, którym nie uśmiecha się praca do 65. roku życia, będą mogli wcześniej zakończyć aktywność zawodową. Nowelizacja ustawy emerytalnej pozwoli na zakończenie pracy 60-latkom, o ile przez 35 lat odprowadzali składki emerytalne. Co zmieni przyjęcie noweli, oprócz zrównania praw kobiet i mężczyzn? "Chociaż uważam, że powinno się ujednolicić prawo, wcale nie oznacza to, że chcę iść na wcześniejszą emeryturę" - zastrzega Kołodziejczyk. "Wręcz przeciwnie".

Jego zdaniem jeśli chcemy zabezpieczyć przyszłość kolejnych pokoleń, musimy pracować jak najdłużej. Podobnego zdania są eksperci ekonomiczni. Choćby Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. "Polak, który przechodzi na wcześniejszą emeryturę, musi mieć świadomość, że najdotkliwiej zapłacą za to jego dzieci. Nie jakieś mityczne państwo, które może dodrukować pieniądze, ale właśnie pracujący, ze swoich podatków" - podkreśla.

Już teraz na jednego emeryta i rencistę przypada zaledwie 1,5 pracującego. Mamy także najniższy wskaźnik zatrudnienia w Europie. W Polsce pracuje jedynie 54,5 proc. osób w wieku produkcyjnym, tymczasem w Wielkiej Brytanii aż 71,5 proc. Mamy także najmłodszego emeryta na kontynencie. "To można przeliczyć na bardzo konkretne kwoty" mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". "Wcześniejsi emeryci kosztują nas ok. 20 mld zł rocznie (sami górnicy 4 mld), a każdy pracujący płaci na nich 1 300 zł".

Zdaniem ekonomistów z roku na rok będzie coraz gorzej, a dodatkowe przywileje dla mężczyzn z pewnością ten kryzys jeszcze pogłębią. Z prognoz FUS wynika, że jeśli nic się nie zmieni, to w ciągu najbliższych pięciu lat na emerytury zabraknie minimum 157,6 mld zł. "Dlatego obecny rząd powinien wykazać się dużą determinacją i zabrać się za radykalne odbieranie przywilejów emerytalnych. Inaczej grozi nam katastrofa" - ostrzega Gwiazdowski. Tym bardziej, że według czarnego scenariusza zakładającego, iż z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę skorzystają wszyscy uprawnieni panowie - to w 2008 r. wydatki wzrosną o kolejne 2 mld zł.

Kiedy nowe przepisy mogłyby wejść w życie? Nawet wiosną tego roku. Z informacji DZIENNIKA wynika, że 17 stycznia projekt trafi pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów. Oznacza to, że rząd mógłby przyjąć go 22 stycznia, a Sejm zająć się nim na posiedzeniu zaplanowanym na drugi tydzień lutego.