Do grupy włączono cztery kontrolowane przez Skarb Państwa spółki. Oprócz LOT-u weszły do niej: LOT Aircraft Maintenance Services i LS Technics (obie zajmują się naprawami i obsługą samolotów) oraz LS Airport Services (obsługa podróżnych na pięciu największych lotniskach w Polsce). To podmioty, które w ostatnim ćwierćwieczu wydzieliły się z LOT-u.

Ma być oszczędniej i z większym impetem

Szefem PGL został Rafał Milczarski, który nadal jest także prezesem LOT-u (zapewnia, że wynagrodzenie będzie pobierał tylko z tego pierwszego podmiotu). Liczy, że konsolidacja pozwoli wytworzyć synergię, która będzie bodźcem rozwoju całego sektora lotniczego. Oszczędności mają dać wspólne zakupy, np. paliwa.

Milczarski snuje jednocześnie plany rozwoju. Grupa lotnicza wystartowała z kapitałem na poziomie 1,2 mld zł. Po wczorajszym włączeniu do PGL kolejnych spółek jego wartość wzrosła do 2,5 mld zł.

Grupa chce zarabiać m.in. na leasingowaniu samolotów innym przewoźnikom. Już trwają analizy, które mają wskazać optymalne maszyny i producenta, który je dostarczy. – Odpowiedź na to pytanie powinniśmy poznać za pół roku – zapowiada Milczarski. W pierwszym etapie ma być zakupionych cztery–pięć maszyn, w tym duże samoloty. Szefowie PGL nie wykluczają, że wybór padnie nie na Boeinga 787 – Dreamlinera, tylko na Airbusa A350. Milczarski nie ukrywa, że LOT ma ostatnio nieco trudniejsze relacje z Boeingiem. Wszystko przez kłopoty z silnikami Rolls-Royce’a (z tego powodu dwa dreamlinery na czas kontroli są wyłączone z ruchu).

Centralny Port lekiem na wzrost

PGL największe nadzieje wiąże jednak z Centralnym Portem Komunikacyjnym, który według planów rządu ma zacząć działać w 2027 r. w oddalonym o niecałe 40 km na zachód od centrum Warszawy Baranowie. Inwestycja ma zastąpić zatykający się port na Okęciu i pozwolić na przyśpieszenie rozwoju LOT-u.

Mikołaj Wild, pełnomocnik rządu ds. CPK, podkreśla, że w tej części Europy mieszka 180 mln ludzi. W drodze do Azji czy obu Ameryk zamiast z innych lotnisk przesiadkowych na Starym Kontynencie mogliby oni korzystać z naszego portu, do którego będą mieli blisko. Milczarski powołuje się na prognozy Urzędu Lotnictwa Cywilnego, według których ruch lotniczy w Polsce w najbliższych latach będzie nadal mocno rósł. Do 2035 r. liczba podróżnych odprawianych w polskich portach ma się zwiększyć dwuipółkrotnie – do 95 mln.

Władze Polskiej Grupy Lotniczej nie ukrywają, że chciałyby mieć wpływ na projekt wielkiego portu przesiadkowego. Chodzi o to, żeby lotnisko było jak najbardziej funkcjonalne i dostosowane do potrzeb przewoźnika.

Zapytaliśmy Milczarskiego, którą grupą lotniczą w Europie pod względem liczby podróżnych chciałaby być PGL w 2030 r. – Chcemy mieć ugruntowaną pozycję w Europie i być jedną z pięciu największych grup na kontynencie – odparł. Nie wyklucza, że do grupy mogłyby dołączyć inne, mniejsze linie z regionu. Pierwszym krokiem do tego jest współpraca z estońską Nordiką.

Marzenia piękne, ale czy realne

Eksperci powątpiewają jednak w realizację takiego celu. Dominik Sipiński z firmy ch-aviation przypomina, że LOT z liczbą ponad 8 mln obsłużonych pasażerów znajduje się teraz dopiero na 20. pozycji w Europie. Od takich gigantów jak grupa Lufthansa czy Ryanair, które obsługują rocznie blisko 130 mln podróżnych, naszego narodowego przewoźnika dzieli przepaść. Eksperci szacują, że przy bardzo dobrej passie być może LOT w ciągu kilkunastu lat mógłby wskoczyć do pierwszej dziesiątki lub dwunastki i zbliżyć się do wyników takich linii jak Tap Portugal czy będąca w restrukturyzacji Alitalia. Co i tak byłoby niezłym wynikiem, biorąc pod uwagę to, że obchodzący w przyszłym roku 90. rocznicę istnienia LOT jeszcze kilka lat temu był bliski upadłości. Przetrwał dzięki pomocy państwa. Obecnie spółka rozwija siatkę połączeń i udało jej się osiągnąć zysk.