Sejm przyjął ustawę o pracowniczych planach kapitałowych, teraz zajmie się nią Senat. W trakcie parlamentarnych prac nad projektem jednym z istotnych wątków było to, na ile PPK będą w stanie wspierać inwestycje. A zwłaszcza to, czy ich pieniądze będą mogły służyć do napędzania dużych publicznych projektów. To wśród posłów opozycji budziło obawy o finansowanie nietrafionych pomysłów, a po stronie rządowej nadzieje, że PPK będą instrumentem wspierającym gospodarkę na dłuższą metę.

Na ile PPK staną się poważnym graczem, który będzie w stanie mocno zaangażować się np. w finansowanie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, sztandarowego projektu rządu Prawa i Sprawiedliwości, będzie zależało od trzech rzeczy: w co będą mogły inwestować, na jakich warunkach i jaką sumą będą dysponować.

Pozornie możliwości inwestycyjne wyglądają dobrze. Rząd założył, że za rok na rynek od PPK wpłynie 6 mld zł, za dwa lata 12 mld zł, a od 2021 r. będzie dopływało 15 mld zł rocznie. To przy założeniu, że do PPK przystąpi trzy czwarte uprawnionych. Jeśli chodzi o szacowanie skutków ustawy dla budżetu z tytułu dopłat, jest to założenie konserwatywne. W przypadku wpływu na rynek kapitałowy wydaje się optymistyczne.

Jak wynika z rozmów z twórcami programu, sukcesem będzie, jeśli zapisze się do niego połowa uprawnionych. Przykład brytyjskiego Nest pokazuje, że dojście do takiego poziomu zabierze trochę czasu. Tak więc strumień oszczędności dopływających do PPK będzie w najlepszym razie o jedną trzecią mniejszy niż pierwotne szacunki.

Do tego przepisy dają możliwość inwestowania poza granicami kraju (wartość aktywów w walutach obcych ma nie przekraczać 30 proc.). Dziś takie ograniczenia działają w otwartych funduszach emerytalnych. Wartość aktywów OFE w walucie obcej to około 11 proc. To drugi czynnik, który będzie ograniczał możliwości inwestycyjne nowych funduszy.

Trzeci to inne limity inwestycyjne wynikające z ograniczenia dla funduszy zdefiniowanej daty, które mają tworzyć PPK. Wynika z nich, że proporcja w portfelach funduszy części rynkowej, czyli np. akcji, do dłużnej, czyli lokat i obligacji, ma być na początku kariery zawodowej oszczędzającego jak 80 proc. do 20 proc., a na koniec jak 15 proc. do 85 proc.

O ile nie pojawią się nowe instrumenty, to około połowa wpłat do PPK będzie zapewne inwestowana w akcje czy certyfikaty funduszy inwestycyjnych. Reszta będzie lokowana w papiery dłużne. Czyli z 15 mld zł wpłat rocznie planowanych przez rząd na rynek akcji może trafiać około 5 mld zł, i to po roku 2021.

Autorzy pomysłu spodziewają się, że będzie działało około 20 instytucji prowadzących PPK. To pokazuje, że koordynacja inwestowania w jeden projekt może być bardzo trudna. Stąd, zdaniem Macieja Bukowskiego, ekonomisty z ośrodka analitycznego WISE, dużego ryzyka finansowania nietrafionych inwestycji nie ma. – Gdyby rząd chciał faktycznie finansować coś nierentownego, to tańsze jest wykorzystanie podatków. Natomiast jeśli lotniczy komponent CPK będzie się spinał finansowo, to może się okazać dobrą inwestycją, podobnie jak inne projekty infrastrukturalne – podkreśla ekonomista.

CPK ma kosztować do 35 mld zł i ma być ukończony do 2027 r.

Bardziej sceptyczny jest Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska. Jego zdaniem scenariusz, w którym pieniądze zbierane na dodatkowe emerytury wspierają duże rządowe projekty, jest jak najbardziej prawdopodobny. O ile system PPK zostanie zdominowany przez podmioty publiczne, na przykład fundusze zarządzane przez Polski Fundusz Rozwoju. – W takiej sytuacji mogą one starać się realizować jakieś rządowe strategie. I niemała część strumienia środków płynących do PPK mogłaby zostać skierowana właśnie na nie – ocenia analityk.