DGP: Gdzie spojrzeć, wszędzie państwo. Tak było, jest i pewnie będzie. Po co w ogóle rozważać taki projekt jak anarchia?

Josef Šíma: Równie dobrze można zapytać, po co uprawiać ekonomię. Przecież to nauka badająca rynkową – właśnie! – anarchię.

I panu z ekonomicznych dociekań wychodzi, że tę anarchię powinno się rozszerzyć na całe życie społeczne i zastąpić nią państwa?

Warto to rozważyć. Zwolennicy wolnego rynku w wydaniu klasycznego liberalizmu zatrzymują się w pół drogi. Mówią tak: wolny rynek świetnie sobie radzi z produkcją pożywienia, butów, smartfonów, ale potrzeba państwa, by stworzyło mu ogólne ramy działania. Potrzeba państwowych sądów, policji...

Państwa minimum.

Zgadza się. Ale bądźmy konsekwentni. Jeśli uważamy, że rynek radzi sobie w kwestii A, B, C, D, to dlaczego miałby sobie nie poradzić w kwestii E i F? Gdy w ankietach pyta się ludzi, z czego są najbardziej niezadowoleni, nie narzekają na niską jakość telewizorów, aut czy serwowanych im w restauracji posiłków, lecz np. na opieszałość sądów, nieskuteczność i brutalność policji, czyli na te kwestie, którymi państwo powinno zajmować się w pierwszej kolejności. Narzekają też oczywiście na służbę zdrowia, system emerytalny itd., czyli wszystkie dodatkowe obowiązki, które państwo na siebie bierze. Czy niski poziom państwowych usług to nie jest dobry argument, by wprowadzić dla nich prywatną konkurencję?

Ale prywatyzować wszystko? To oznacza zrzeczenie się kontroli nad tym, co ma stanowić o naszym bezpieczeństwie. A jeśli coś pójdzie nie tak?

Nie nawołuję do jakiejś ślepej, nagłej prywatyzacji w sensie anarchistycznej rewolucji. Nie jestem aktywistą, ale profesorem uniwersyteckim i jestem świadomy, że coś takiego jak całkowite i nagłe zniesienie państwa się po prostu nie wydarzy. Nie znaczy to, żeby w ramach istniejących państw nie dopuścić opcji „wypisania się” z systemu z całą odpowiedzialnością za konsekwencje. Dla osób, które by się na to zdecydowały, na pewno powstałaby prywatna oferta w dziedzinie sądownictwa, bezpieczeństwa, emerytur czy pieniądza. Zresztą te alternatywy już powstają, trzeba im tylko nadać wyższy priorytet – weźmy kryptowaluty, deweloperów zapewniających ochronę na nowo budowanych osiedlach, prywatny arbitraż i mediacje w sporach, które inaczej zakończyłyby się na wokandzie państwowego sądu. W różnych krajach opcje „out” funkcjonują w rozmaitych dziedzinach. W Chile można wypisać się z systemu emerytalnego, gdzie indziej z państwowych szkół, ale niestety nie ma takiego jednego państwa, które oferowałoby wszystkie te opcje naraz.