Po pierwsze, roboty

A to właśnie na roboty zrzucana jest część winy za to, co działo się w ostatnich dniach na giełdach, w pierwszym rzędzie w Nowym Jorku.

W poniedziałek tydzień temu indeks Dow Jones Industrial Average zanotował największy liczony w punktach spadek w historii – niemal 1,2 tys. pkt. Główne indeksy straciły tego dnia ponad 4 proc. Kolejnego dnia Dow Jones zanotował już jednak 2,3-proc. zwyżkę. Środa okazała się nieco spokojniejsza, ale dzień później spadek znów wyniósł ponad 4 proc. W piątek akcje podrożały średnio o 1,4 proc. Procentowe zmiany mogą nie robić wrażenia. Inaczej jest, gdy uświadomimy sobie, że ogólna wartość spółek notowanych na nowojorskiej giełdzie (i to tylko krajowych) to zdecydowanie powyżej 20 bln dol.

Co do wahań notowań mają roboty? Duża część handlu jest zautomatyzowana. To algorytmy odpowiadają za bieżące decyzje o kupowaniu bądź sprzedawaniu akcji. Są w stanie przeprowadzić wiele transakcji w ciągu krótkiego czasu. Silniejszy impuls w postaci taniejących akcji jest przez algorytmy wzmacniany, gdy uruchamiają się transakcje stop-loss (przy określonym poziomie ceny walory są sprzedawane, by uciąć straty). Tego dnia, gdy Bina48 otwierała sesję na Wall Street, sekretarz skarbu Steven Mnuchin właśnie popularnością handlu internetowego tłumaczył dużą przecenę akcji na poprzednich dwóch sesjach (spadki zaczęły się w poprzedni piątek na wiadomość o większym od oczekiwań wzroście płac w USA – to sygnał wyższej inflacji i wzrostu stóp procentowych, co dla akcji jest zwykle niekorzystne).

Po drugie, rosnący indeks strachu

Drugie co do popularności wyjaśnienie spadków na giełdach wiąże się ze wzrostem popularności transakcji pochodnych powiązanych z indeksem VIX, zwanym też indeksem strachu. Mierzy on oczekiwaną zmienność notowań. Jeśli indeks notowań opcji na zmiany cen idzie w górę, oczekiwane zmiany cen rosną, jeśli w dół – maleją. W ostatnich kwartałach VIX systematycznie się obniżał. Rosły zyski (i popularność) funduszy, które liczyły na dalszy spadek zmienności. Jak VelocityShares Daily Inverse VIX banku Credit Suisse, którego aktywa wynosiły prawie 2 mld dol. Gdy ceny akcji poszły w dół, a zmienność znacząco wzrosła, w ciągu tygodnia notowania funduszu spadły o... 96 proc. Konieczność pokrywania strat przez podmioty, które zainwestowały w ten produkt, zmuszała je do sprzedaży innych aktywów, co tylko pogłębiało problemy na giełdzie.

Spadki miały miejsce na całym świecie. Nie ominęły także giełdy w Warszawie. W minionym tygodniu WIG stracił 4,7 proc. i był to najgorszy wynik od stycznia 2016 r. Na zamknięcie piątkowej sesji główny warszawski indeks miał 61,9 tys. pkt, najniższą wartość od sierpnia zeszłego roku. Inwestorzy wyprzedawali przede wszystkim akcje największych spółek – WIG20 stracił w ciągu tygodnia niemal 5 proc. Obrazujący koniunkturę w grupie firm o średniej kapitalizacji wWIG40 stracił w tym czasie 4,7 proc.

Korekta przetacza się przez parkiety

Odwrót do rynku akcji negatywnie odbił się na notowaniach złotego. Na jego notowaniach zaciążyło także zakończone w czwartek posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Przedstawiciele RPP po raz kolejny zapewnili, że w tym roku stopy w Polsce nie wzrosną. To sprawia, że relatywnie mniej opłacalne staje się lokowanie kapitału w krajowe instrumenty rynku pieniężnego. Decyzję o sprzedaży złotego inwestorom było podjąć tym łatwiej, że w zeszłym roku polska waluta należała do najmocniejszych na świecie. W piątek po południu frank szwajcarski kosztował niemal 3,64 zł, a dolar 3,42 zł. W ciągu tygodnia szwajcarska waluta podrożała ponad 1 proc., dolar poszedł w górę 2,2 proc.

Kurs franka, który decyduje o wysokości rat od zaciągniętych przez Polaków 500 tys. kredytów w tej walucie na zakup nieruchomości, znalazł się na najwyższym poziomie od trzech miesięcy. Dolar ma z kolei istotny wpływ na wysokość rachunków płaconych na stacjach benzynowych – zeszłoroczny spadek notowań tej waluty sprawił, że kierowcy praktycznie nie odczuli wpływu na ceny paliw drożejącej wtedy ropy naftowej.

Gdy indeksy spadają o więcej niż 10 proc., specjaliści mówią o korekcie, czyli zakończeniu trendu wzrostowego. Z korektą mamy już do czynienia w USA, Japonii, Hongkongu, Niemczech, Hiszpanii i kilku mniejszych rynkach. Wiele innych giełd – w tym nasza – jest na granicy.

W minionym tygodniu WIG stracił 4,7 proc., a WIG20– 5 proc.