Koniec ubiegłego roku przyniósł zahamowanie trendu wzrostowego detalicznych cen masła. Nastąpił nawet ich delikatny spadek – o 1 proc. z miesiąca na miesiąc. Mimo to za kostkę wciąż trzeba zapłacić w sklepie średnio ok. 7 zł. To niemal o 50 proc. drożej niż przed rokiem – wynika z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jak zauważają eksperci instytutu, skala obniżek w sieciach powinna być dużo większa, bo producenci od kilku już miesięcy sukcesywnie zmniejszają ceny masła. Po raz ostatni na podwyżkę zdecydowali się we wrześniu minionego roku. Wówczas za kilogram produktu trzeba było u nich zapłacić historycznie najwięcej – 27,60 zł (w przeliczeniu na kostkę daje ok. 5,52 zł). Na koniec roku było to już 21,95 zł, czyli 4,39 zł za kostkę. Innymi słowy, w ostatnim kwartale ubiegłego roku masło u producentów staniało o 20,5 proc. I rok do roku pozostaje droższe o niecałe 9 proc.

– Ubiegłoroczne podwyżki są konsekwencją wysokich cen surowca. Tłuszcz mleczny nigdy nie był tak drogi w stosunku do białka – mówi Aneta Mostowiec, rzecznik prasowy Spółdzielni Mleczarskiej Spomlek. Ale zaraz dodaje, że nie da się do końca wytłumaczyć tego zjawiska bez uwzględnienia czynnika spekulacyjnego. – Obecnie mamy już do czynienia ze spadkiem cen tłuszczu. Powodem jest ogólne załamanie rynku spowodowane zwiększoną produkcją mleka oraz ogromnymi zapasami produktu odtłuszczonego – komentuje.

Jak dodaje Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności, skończyły się też kłopoty z niedoborem masła wywołanym mniejszą produkcją w Nowej Zelandii i ogromnym popytem w Stanach Zjednoczonych oraz Chinach. – Było to widoczne zwłaszcza za granicą, co odbijało się na dostępności masła w naszym kraju. Duża część produktu szła na eksport – dodaje.

Większa podaż na rynku to też skutek wygasania kontraktów terminowych, które na dużą skalę były zawierane w ubiegłym roku na giełdach towarowych.

Niestety, zmiany na rykach hurtowych nie mają odzwierciedlenia na sklepowych półkach, gdzie ceny są nadal wysokie. – Sieci korzystają, bo mimo wysokich cen popyt utrzymuje się na dobrym poziomie. Nie mają więc bodźca do obniżki. Myślę jednak, że w ciągu trzech miesięcy sytuacja wróci do normy i ceny zaczną bardziej spadać. Reakcja sklepów zawsze jest opóźniona w stosunku do tej widocznej u producentów – podkreśla.

W sieciach już pojawia się masło w promocyjnych cenach. – W ubiegłym roku, w szczytowym momencie oferowaliśmy kostkę 200 g za 6,49 zł, obecnie można ją kupić za 4,99 zł – informuje Aleksandra Robaszkiewicz, menedżer sieci Lidl Polska.

Sieć Netto natomiast oferuje masło 300-gramowe za 5,99 zł. – W naszej firmie negocjacje cenowe z dostawcami odbywają się kilka razy w miesiącu, a musimy pamiętać, że cena sprzedaży produktu jest ściśle powiązana z ceną jego zakupu. Rzeczywiście na naszym rynku trend spadkowy jest coraz bardziej widoczny, a oczekujemy na kolejne postępy w tym zakresie, czyli jeszcze bardziej zdecydowane ruchy producentów, które pozwolą nam na obniżenie regularnych cen produktów dostępnych w naszych sklepach – mówi Daniela Grabka, dyrektor zakupów w Netto.

Radość konsumentów może być jednak przedwczesna. Eksperci zauważają, że ostatnie notowania Sparks Polska (firmy dostarczającej analiz i informacji rynkowych przedsiębiorstwom z branży rolno-spożywczej) wskazują na początek stabilizacji cen tłuszczu, a nawet delikatny ich wzrost, który pokazał się na ostatniej sesji Global Dairy Trade.

– Wiele wskazywać może zatem na to, że w najbliższym czasie masło przestanie tanieć u producentów – wyjaśnia Aneta Mostowiec. Obniżki w sklepach mogą być więc okazjonalne, a nie trwałe.