- Już fam fakt istnienia zanieczyszczenia powietrza i tego, że dużo się mówi o zagrożeniu, sprawia, że firmy usiłują na tym zarobić. Na różne sposobu używają więc "smogu" jako hasła marketingowego, podobnie jak wcześniej np. "bez (dodatku) cukru" - mówi w rozmowie z dziennik.pl prof. Andrzej Falkowski z Uniwersytetu SWPS. - Dobrze wiedzą, że inwestowanie w niepokój, bazowanie na lęku o zdrowie i życie ma piorunującą skuteczność.

Przykłady można mnożyć. Producenci kominków uczą, jak rozpalać ogień, by do atmosfery nie dostawały się szkodliwe substancje. Producenci systemów ogrzewania nawołują: "Walcz ze smogiem, kup grzejniki", a producenci okien wprowadzają do oferty np. antysmogowe markizy i ramki filtrujące. Z kolei firmy budowlane przypominają o konieczności docieplenia domu (by mniej palić w kotłach), w czym wspiera ich Polskie Stowarzyszenie Styropianu. "Termoizolacja: remedium na smog" - pisze PSS wprost na swoich stronach.

Ale sposób na promocję zwietrzyły też firmy z mniej oczywistych sektorów - takich, które trudno od razu skojarzyć z walką o czyste powietrze. W tym branża kosmetyczna i farmaceutyczna oraz jubilerska i papiernicza. Mniej w Polsce, bardziej zagranicą.

W tym pierwszym przypadku chodzi o kremy antysmogowe, które wypuściły już na krajowy rynek firmy Eco Plant (Smog Guard) i Yonelle (Megatrend Anti-Smog); podobno chronią przez wpływem zanieczyszczonego powietrza przez około 30 godzin. W sprzedaży dostępne są teraz też filtry do nosa (przeźroczysta, miękka i elastyczna ramka) i suplementy diety pod nazwą Smog Stop, robione na bazie ekstraktu z kory sosny nadmorskiej.

- Jestem sceptyczny wobec takich praktyk w biznesie - mówi krótko Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. - Tak jak ukuto swego czasu termin green washing na pozorowane działania proklimatyczne i prośrodowiskowe, tak ja ukułem teraz termin smog washing. Na używanie smogu jako przykrywki dla działalności gospodarczej, która nie ma nic wspólnego z zanieczyszczeniem powietrza.

- Wyobraźmy sobie, że ktoś kupi sobie tabletki antysmogowe, a mieszka w Rybniku? Pomoże mu to? Mam poważne wątpliwości - dodaje.

Od kilkudziesięciu do nawet 300 zł - tyle może kosztować maska antysmogowa (plus wymienne filtry wychwytujące cząsteczki stałe i/lub szkodliwe związki chemiczne, bo ich typów jest wiele). Czujnik wykrywający szkodliwe pyły to wydatek 200-700 zł, z kolei oczyszczacz powietrza: 1,5-2,5 tys. zł. Co ciekawe, kupić też można tlen w puszce (ok. 20 zł na 100 wdechów), przy czym może on mieć różny smak, np. grejpfruta albo mięty. W Chinach może to być nawet powietrze w butelkach, szczególnie cenione jest to z Gór Skalistych.

W tym drugim przypadku mowa jest o głośnym projekcie wielkich oczyszczaczy powietrza zwanych SmogFree Tower - pierwsze już pracują w kilku miastach na świecie. Za pomysłem stoi holenderski projektant Daan Roosegaarde. Wiadomo też, że z uzyskanych w ten sposób zanieczyszczeń wytarza m.in. pierścionki i kolczyki. Żeby je kupić, trzeba jednak wesprzeć projekt kwotą 600 euro na Kickstarterze.

- To też chybiona próba, co potwierdziły prowadzone badania powietrza. Okazało się, że jego jakość się co prawda poprawiła, ale jedynie w odległości 0,5 metra od wieży. Trzeba by się więc do niej mocno przycisnąć, żeby móc oddychać czystym powietrzem - dodaje przedstawiciel Polskiego Alarmu Smogowego. - Kolejny kuriozalny pomysł.

Tak na marginesie, znajdzie się też coś dla fanów sztuki. W ofercie firmy Artveoli jest np. urządzenie przypominające obraz, którego zadaniem jest zamiana dwutlenku węgla w tlen.

Ale byli i tacy, jak np. GravikyLab, którzy wpadli na pomysł, by ze smogu wytwarzać farby i atrament. Jak? Za pomocą urządzenia, które montuje się kominie albo - co znacznie częstsze - na rurze wydechowej. Już około 50-minutowa jazda pozwala uzyskać około 30 mln tuszu, zapewniają pomysłodawcy. Mało - ktoś mógłby powiedzieć. Ale GravikyLab podczas pilotażu w Londynie i Hongkongu wytworzyła produkty, które potem sprzedała w 50 krajach. Jej przychody sięgnęły 1,1 mln dolarów.

Piotr Siergiej: - Za tę samą kwotę lub podobną można doprowadzić do tego, że powietrze byłoby czyste w realny sposób!

Lista pomysłów zdaje się nie mieć końca, tym bardziej, że powstał też pomysł, by smogiem handlować jak surowcami giełdowymi. W Los Angeles już wymyślono Regionalny Rynek Zachęt do Utrzymania Czystego Powietrza tzw. RECLAIM. Jak działa? Organizacja ma przyznawać limity trujących wyziewów i dawać kredyty firmom, które zdecydują się na współpracę. Kredyt wart jest tyle, co funt tlenku azotu lub dwutlenku siarki. Pierwsza aukcja ma ruszyć w marcu, a kredytami mają obracać światowe giełdy, w tym np. Wall Street.