Adam Glapiński w wywiadzie dla RMF FM w środę wskazał, że Polska jest "w tej chwili na szczycie" i powoli będzie przechodzić w niższą fazę aktywności gospodarczej. Jeszcze rok 2018 upłynie w wysokiej fazie. W 2019 tempo powinno już być trochę wolniejsze. W Stanach Zjednoczonych ten proces już się rozpoczął. Gospodarka amerykańska, jak uważają Amerykanie, jest w tej fazie po samym szczycie koniunktury. I oni w tej chwili podejmują kroki, żeby podtrzymać tempo gospodarcze i aktywność biznesu: luzują politykę fiskalną, zacieśniają trochę monetarną - tłumaczył.

Jego zdaniem obserwatorzy, w tym MFW, Bank Światowy czy Europejski Bank Centralny, nie widzą żadnej słabości w polskiej gospodarce. W związku z tym ich uwaga koncentruje się na potencjalnym zagrożeniu, na trudnościach, jakie może nieść ze sobą rynek pracy - dodał. Wskazał jednak, że NBP na razie nie widzi takiego problemu, jednak on się może pojawić, ale jest to na tyle niejasna perspektywa, że tego nie podkreślamy.

Jeśli się czegoś obawiam, to nagłego załamania na rynkach międzynarodowych w przestrzeni globalnej gospodarki - ocenił, dodając, że ma na myśli m.in. ceny ropy naftowej. Inną obawą Glapińskiego jest gospodarka chińska czy kryzys w strefie euro. Podkreślił, że "niepokoi" go wszystko to, co może przyjść z zewnątrz". "To wszystko to są rzeczy, których nie należy podnosić, bo one mogą być, a może ich nie być - stwierdził.

Ocenił, że w polskiej gospodarce istotnym czynnikiem jest jeszcze brak mieszkań. Mam nadzieję, że program rządowy, wspierany dziesiątkami miliardów, jakoś będzie to rozładowywał. To niewątpliwie jest ważne, żeby przytrzymywać młodych Polaków w Polsce, żeby zmniejszyć emigrację - mówił.

Glapiński pytany, czy nie obawia się, że wobec zamieszania, jakie panuje dookoła Polski, nasz kraj w kolejnej perspektywie unijnej możemy dostać mniej pieniędzy, odpowiedział: Tak, ale jeśli zakładać, że Unia Europejska jest jakimś obszarem, stowarzyszeniem, bo to przecież jest stowarzyszenie, porozumieniem między krajami, to obowiązują pewne zasady.

Jest prosty przelicznik parametryczny, który wyznacza środki dla nas i to powinno mieć miejsce. Z natury rzeczy jest tak, że my coraz więcej płacimy do Unii Europejskiej, a coraz mniej dostajemy, bo jesteśmy coraz bogatszym krajem, mamy coraz wyższą średnią - powiedział. Dodał, że nie spodziewa się żadnego kataklizmu, ale niewątpliwie 2021 czy 2022 rok mogą nam przynieść jakieś trudności. Wyraził nadzieję, że wtedy już polska gospodarka będzie przygotowana, żeby bez tych środków poziom inwestycji był dostatecznie duży.

Prezes NBP zwrócił uwagę, że inwestycje unijne też już przestały mieć charakter prorozwojowy w sensie gospodarczym, tylko coraz bardziej są skierowane na środowisko naturalne. Infrastruktura drogowa w gruncie rzeczy jest gotowa, kolejowa jest w trakcie realizacji, informatyczna jest całkiem dobra. Musimy stać na własnych nogach, pomagać innym - podkreślił.

Powiedział, że trudno mu ocenić, czy lepszy dla Polski byłby słabszy, czy trochę wyższy kurs złotego. Przy tej mocnej złotówce (...) otrzymaliśmy zaskakująco dobry wynik w eksporcie i mamy wyjątkowo wysoki wkład eksportu netto do wzrostu dochodu narodowego, czyli silny złoty nam nie zaszkodził. Oczywiście słabszy złoty by nam pomógł - dodał.

Gdybyśmy byli, na przykład, w strefie euro, to byśmy reagowali poziomem zatrudnienia, poziomem produkcji, aktywności gospodarczej, a ponieważ mamy swoją walutę, i to dosyć mocną, to reagujemy kursem złotego - mówił. Zaznaczył, że podziela zdanie swojego poprzednika Marka Belki, że wejście do strefy euro w ewidentny sposób, by nam ekonomicznie nie służyło.

Glapiński pytany, czy złoty stanie się walutą cyfrową, odpowiedział, że jest pewne nieporozumienie związane z walutami cyfrowymi. "est mowa o jakiejś narodowej walucie, która byłaby wymieniana 1 na 1. To nic nie zmienia - ocenił. Wskazał, że wprowadzanie polskiej kryptowaluty nie ma żadnego sensu" a kryptowaluty, jakie występują w tej chwili "wnoszą ogromny niepokój, pole do spekulacji, coś, co może być niedostępne służbom kryminalnym, podatkowym.