Grudzień przyniósł w Polsce pogorszenie nastrojów konsumentów. Obliczane przez Główny Urząd Statystyczny indeksy optymizmu spadły do najniższego poziomu od kwietnia. Było to związane przede wszystkim z oczekiwanym pogorszeniem kondycji samych gospodarstw domowych. Szczegółowych danych nie ma, ale niewykluczone, że ma to związek z obawami przed wzrostem cen. Czy taki efekt mogło mieć ostatnie przyspieszenie inflacji?

W listopadzie ceny były o 2,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. Inflacja była wprawdzie najwyższa od 5 lat, ale równocześnie udało jej się osiągnąć dopiero cel Narodowego Banku Polskiego. Zdaniem ekonomistów w najbliższych miesiącach można się spodziewać lekkiego hamowania wzrostu cen. Według części z nich w 2018 r. średnio inflacja może być nawet minimalnie niższa niż w 2017 r.

Problem w tym, że najbardziej rosną ceny jedzenia. To zaś przekłada się na postrzeganie sytuacji w całej gospodarce. Według najnowszych danych Eurostatu kategoria żywność i napoje odpowiadała u nas za połowę całego wskaźnika inflacji. Jedna czwarta była z kolei zasługą wzrostów cen związanych z utrzymaniem mieszkania.

Ekonomiści są zdania, że w Polsce w przyszłym roku ceny żywności i paliw, które dotychczas pchały w górę inflację, nie powinny już rosnąć. Ale nieco szybciej drożeć będą inne kategorie towarów i usług składające się na tzw. inflację bazową. Będzie to oznaka rosnącej presji popytowej. Od tego, jak silny będzie ten wzrost, mogą zależeć przyszłoroczne podwyżki stóp procentowych.

Wzrost cen najbardziej popularnych artykułów spożywczych nie jest wyłącznie problemem Polski. W ostatnich 12 miesiącach najbardziej wzrosły u nas ceny jaj i masła. Ale u naszych południowych sąsiadów jaja podrożały o 60 proc. – o jedną trzecią mocniej niż u nas. Masło w Polsce było w listopadzie o 40 proc. droższe niż rok wcześniej. W krajach nadbałtyckich podwyżki wahały się od prawie 50 do niemal 60 proc.

Według najnowszego Eurobarometru, badania opinii publicznej na zlecenie Komisji Europejskiej, inflacja wysunęła się na czwarte miejsce wśród najważniejszych problemów w krajach UE, wyprzedzając terroryzm i ogólną sytuację ekonomiczną. Wskazuje ją 17 proc. ankietowanych, o 2 pkt proc. więcej niż wiosną. Na Litwie wzrost cen jest najważniejszą sprawą dla 65 proc. ankietowanych, w Czechach i Estonii – ok. 40 proc. Jeśli wierzyć badaniu, w Polsce jest to problem numer jeden, wskazywany przez 37 proc. ankietowanych (na kolejnych miejscach są ochrona zdrowia i emerytury).

Najrzadziej na inflację skarżą się obywatele Szwecji (4 proc.), Malty (5 proc.) oraz Włoch i Luksemburga (7 proc.). Kraje zachodniej Europy dominują w zestawieniu największych tegorocznych obniżek cen. Chociaż na pierwszym miejscu są tu Węgry, gdzie podręczniki potaniały o niemal 60 proc., to dalsze miejsca zajmują pojedyncze kategorie z Niemiec, państw skandynawskich oraz Włoch.