- Większość produktów na świąteczny stół, w tym głównie karp i suszone grzyby, to produkcja krajowa. Ale jest jeden wyjątek – mówi w rozmowie z dziennik.pl Marta Skrzypczyk, ekspert rynków rolnych BGŻ BNP Paribas.

Karp

Co roku odławiamy w Polsce około 18,5 tys. ton karpia. Dużo, ale jak się okazuje, to nie wystarczy. Konieczny musi być import, z którego pochodzi ok. 4,4 tys. ton tej ryby. Z roku na rok jest on wyższy. W 2015 roku było to 3,3 tys. ton.

- Karpia sprowadzamy przede wszystkim z Czech, głównie w listopadzie i grudniu – mówi Marta Skrzypczyk z BGŻ PNP Paribas. – W pierwszej połowie roku z Francji, głównie w postaci filetów.

Żeby karp mógł trafić do naszych domów, musi rosnąć przez co najmniej jeden sezon - od wiosny do jesieni (zimą ryba nie przerasta). – Narybek, który waży ok. 15 dag, wpuszczamy w marcu, jak tylko lody puszczą, a 1,2-1,5-kilogramową rybę odławiamy jesienią, najczęściej w październiku – tłuaczy Andrzej Rogowski, hodowca karpi od ponad 30 lat. Przyjmuje się, że w tym czasie ryba zjada około 2,5 kg śruty zbożowej (jęczmień, pszenżyto, pszenica). Samo pożywnie - w przeliczeniu na 1 kg karpia - kosztuje hodowcę około 2 zł.

Kapusta

Z roku na rok jej zbiory utrzymują się na zbliżonym poziome – około 1 mln ton. W 2015 roku było to 0,9 mln ton. Na potrzeby Polaków w zupełności wystarczy.

Grzyby

30-40 tys. ton - tyle grzybów wynoszonych jest z polskich lasów. Oczywiście w dobrym sezonie - to jednak tylko szacunki, bo dokładnych statystyk nikt nie prowadzi. Z tego połowa, a bywa że nawet i 70 proc. trafia na eksport, głównie do Europy zachodniej i północnej. Bo choć ich mieszkańcy lubią grzyby i w tamtejszych lasach jest ich dużo, to sami zbierać ich nie będą -  z obawy przed zatruciem. W sklepie za to chętnie je kupią.

Wyjątek

Gdyby nie import, Polakom na pewno zabrakłoby na święta maku. Wszystko dlatego, że obowiązuje ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, która całkowicie zakazuje produkcji maku wysokomorfinowego, dopuszcza – ale z licznymi obostrzeniami – mak niskomorfinowy.

Minister rolnictwa w porozumieniu z ministrem zdrowia rok w rok określa ogólną powierzchnię, która może być przeznaczana pod uprawę maku oraz "rejonizację z podziałem na poszczególne województwa". Wojewoda z kolei decyduje w rozporządzeniu o powierzchni upraw w poszczególnych gminach.

W efekcie mak sprowadzamy przede wszystkim z Francji, Czech i Hiszpanii. Łącznie około 7,7 tys. ton, podczas gdy produkcja krajowa wynosi jedynie ok. 1 tys. ton.

- Dlaczego akurat Francja? Przecież w ogóle nie kojarzymy jej z produkcją maku! – pytam eksperta BGŻ PBN Paribas.
- To kwestia ceny. Bo o ile za tonę maku trzeba tam płacić od 750 do 1 tys. euro, czyli do 1 euro za kilogram, to np. w Czechach ceny będą już dwa razy wyższe.

Ekspert zastrzega przy tym, że produkcja maku zagranicą nie jest szczególnie opłacalna, a traktowana głównie jako dodatek do dochodu rolnika.

Dane pochodzą z analiz GUS, Eurostat, Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej oraz Instytutu Rybactwa Śródlądowego