Jednocześnie Woźniak podkreśla, że na łupkach nie wolno "stawiać krzyżyka". To nie jest sprawa zamknięta, żeby do niej wrócić trzeba poprawić otoczenie regulacyjne, ale przede wszystkim poluzować reżim podatkowy, bo on nas zahamował – mówił.

Na pytanie, czy PGNiG wróciłby do łupków, gdyby cofnąć podatek, Piotr Woźniak odpowiedział: Nie stawiamy krzyżyka na łupkach. W PGNiG projekt łupkowy ma status "zawieszony". Gdyby zachęty fiskalne były, chociaż trochę podobne do amerykańskich, to jesteśmy gotowi przeprowadzić analizy i rozważać powrót na Pomorze albo na Lubelszczyznę. W jego opinii PGNiG nie byłby w tym powrocie osamotniony.

Jak podał niedawno Puls Biznesu, kilka dni temu irlandzka spółka San Leon zwróciła Ministerstwu Środowiska dwie ostatnie koncesje łupkowe z polskiego portfolio. San Leon mógł na nich pracować aż do 2020 r., ale nie znalazł partnera zainteresowanego takim projektem. Czas łupków w Polsce się skończył — oceniał w rozmowie z PB Paweł Chałupka, szef polskiej spółki San Leon.

W 2010 r. opinię publiczną zelektryzowała informacja o wynikach amerykańskich badań, z których wynikało, że w skałach łupkowych w Polsce może znajdować się nawet 1,5-3 bln m sześc. gazu. Gdyby tak było, to zasobów wystarczyłoby na 100-200 lat. W czerwcu 2011 r. brytyjski The Economist pisał, że Polska może mieć największe złoża gazu łupkowego w Europie i największe światowe firmy chcą wykonać u nas ok. 120 odwiertów, by to sprawdzić. "Gra toczy się o biliony metrów sześciennych gazu" - pisał The Economist. Mieliśmy stać się - na wzór USA - łupkowym eldorado. Oprócz polskich potentatów branży - PGNiG i PKN Orlen do wyścigu o nasze łupki stanęły globalne potęgi: ExxonMobil, ConocoPhillips, Chevron, Marathon, Eni, Talisman Energy, Lane Energy. W efekcie w Polsce wykonano tylko 72 odwierty, a ich wyniki trudno było uznać za oszałamiające. Kolejne firmy ogłaszały odejście od poszukiwań i rezygnowały z koncesji.

W opinii wielu publicystów, ale i Głównego Geologa kraju Mariusza Orion-Jędryska, za odwrót inwestorów odpowiada chaos i złe prawo. To koalicja PO-PSL zniechęciła zagranicznych przedsiębiorców do prowadzenia poszukiwań gazu i ropy w polskich skałach łupkowych. Będziemy wracać do tego, nie ma żadnych powodów, by stawiać krzyżyk na polskich łupkach - mówił niedawno prof. Orion-Jędrysek.

Na pytanie, dlaczego w Polsce padł projekt łupkowy, prezes PGNiG, w przeszłości Główny Geolog Kraju, Piotr Woźniak odpowiedział, że przede wszystkim z powodu zwiększonych podatków i opłat.

Gdyby przychody, które ówcześnie (w 2014 r. - PAP) prognozowano z przychodów podatkowych i opłat zostawić w rękach inwestorów, to dzisiaj nie rozmawialibyśmy o ich odwrocie - powiedział.

W 2014 r. Sejm uchwalił rządowy projekt ustawy o podatku węglowodorowym, czyli podatku z zysków z działalności wydobywczej węglowodorów, który ma stanowić dochód budżetu państwa. W myśl przepisów ustawy węglowodorami są: ropa naftowa, gaz ziemny oraz ich naturalne pochodne, z wyjątkiem metanu występującego w złożach węgla kamiennego oraz metanu występującego jako kopalina towarzysząca. Nowe regulacje weszły w życie 1 stycznia 2016 r., czyli rok później niż planowano. Faktycznie, do 2020 r. firmy tego podatku nie płacą, ale muszą przeprowadzać symulacje, w której daninę trzeba płacić.

Woźniak przyznał, że są też czynniki obiektywne i rynkowe nieudanego projektu łupkowego. Od tamtego czasu cena ropy wprawdzie wzrosła, ale niewiele. Dlatego zachęta do inwestowania w upstream jest słabsza, szczególnie w Europie, gdzie ograniczenia środowiskowe są przestrzegane przesadnie surowo - podkreślił.

Jego zdaniem nieporozumieniem są też próby porównywania złóż w polskich i amerykańskich łupkach. "W USA, tak jak i w Polsce, warunki geologiczno-złożowe w różnych basenach (playach), ale także w granicach wydzielonych basenów, bywają zupełnie różne. Ważna jest głębokość, oczywiście sama litologia łupków i ich cechy zbiornikowe, tj. przepuszczalność i porowatość, sposób zalegania. Praktycznie każdy tzw. play (basen) łupkowy ma swoją specyfikę, która wymaga odmiennych metod wydobywczych" - mówił.

Jak dodał, "nasze łupki są rzeczywiście znacznie głębiej niż np. amerykańskie, co od razu podnosi koszty wierceń i zabiegów".

W każdym przypadku niezbędne są inwestycje na rozpoznanie i poszukiwania, tak aby metody prac i robót wypraktykować na konkretnym złożu. Czasem przeprowadza się nawet kilkaset wierceń na tzw. playach (basenach) z pełnymi zabiegami, by ustalić, jaką metodą można tam wydobywać gaz. W Polsce wykonano około 70 odwiertów w poszukiwaniu gazu ze złóż łupkowych. Ale pełnych - ze szczelinowaniem – było tylko 25, z czego większość w otworach pionowych, a nie horyzontalnych. Nie można zatem porównywać sytuacji w USA i Polsce. To zupełnie inna skala, przede wszystkim inwestycji - zaznaczył.

Choć PGNiG na razie zrezygnowało z poszukiwań gazu łupkowego, Piotr Woźniak podkreślił, że firma ma wiedzę, którą można wykorzystywać, gdzie indziej. Z tą nową wiedzą uciekliśmy do skał węglonośnych, żeby robić to samo, zbliżonymi metodami - mówił. Chodzi o pilotażowy projekt szczelinowania hydraulicznego węgla w pokładzie 510 w Gilowicach, aby uzyskać metan. Na początku listopada spółka poinformowała, że program dał dobre wyniki i udało się przez dziewięć miesięcy uzyskać ponad 790 tys. m sześc. metanu. Przepływy gazu osiągnęły stabilny poziom ok. 5 tys. m sześc. na dobę. Dodano, że planowane są kolejne odwierty.

Możemy powiedzieć, że opanowaliśmy wiercenia kierunkowe. Mamy niezłe rozpoznanie dotyczące zawartości metanu w węglu, wypraktykowane zabiegi stymulacyjne i - co ważne - nie musimy się martwić podatkiem, ponieważ metan z pokładów węgla jest zwolniony z dodatkowych obciążeń fiskalnych. Poza tym pokłady węgla występują w Polsce do głębokości 1000 - 1200 m (...). Na Pomorzu wiercenia łupkowe były przeprowadzane głęboko - od 3 do 5 tys. m, a to generuje znacznie wyższe koszty. W Gilowicach koszty były znacznie obniżone. Nie musieliśmy też robić pełnej oceny oddziaływania na środowisko, ponieważ dla wierceń płytkich nie ma takiego obowiązku. Dodatkowo, na przykładzie Górnego Śląska udowodniliśmy, że nasze roboty terenowe, w tym szczelinowanie hydrauliczne, są bezpieczne dla środowiska - powiedział prezes PGNiG.