Donald Trump nie dotrzymał wielu swoich obietnic z kampanii, a po roku od zwycięstwa jest najgorzej ocenianym prezydentem, od kiedy prowadzone są regularne badania. Ale jednego nie mogą mu odmówić nawet zagorzali przeciwnicy: zapowiedział, że amerykańska gospodarka będzie się rozwijać w tempie co najmniej 3 proc. rocznie i tak się właśnie dzieje. Choć to, czy jest to zasługa Trumpa, czy efekt dobrej koniunktury, jest już kwestią dyskusyjną.

Nieoczekiwane zwycięstwo kandydata republikanów w wyborach zostało przyjęte z niepokojem przez rynki finansowe. Wprawdzie nowojorski miliarder dawał nadzieję na obniżenie podatków czy rozluźnienie regulacji finansowych, ale więcej było zapowiedzi, które groziły gospodarczym trzęsieniem ziemi, jak wypowiedzenie umowy o strefie wolnego handlu z Kanadą i Meksykiem (NAFTA), odesłanie do krajów pochodzenia 11 mln nielegalnych imigrantów i budowa muru na granicy z Meksykiem czy nałożenie 40-proc. cła importowego na towary z Chin, by zmusić firmy do przenoszenia produkcji z powrotem do USA. Niektóre z tych planów nawet zrealizował: wypowiedział umowę o Partnerstwie Transpacyficznym (TPP), a NAFTA jest właśnie renegocjowana.

Żadna gospodarcza katastrofa jednak nie nastąpiła. Mało tego: jest mnóstwo wskaźników dowodzących, że amerykańska gospodarka jest w świetnej kondycji. W drugim kwartale tego roku (czyli pierwszym pełnym kwartale prezydentury Trumpa) amerykański PKB wzrósł o 3,1 proc., w trzecim – o 3 proc. i wszystkie prognozy na ostatnie trzy miesiące tego roku mówią, że przekroczy 3 proc. Bezrobocie w październiku spadło do 4,1 proc., co oznacza, że jest najniższe od 17 lat, a od zmiany w Białym Domu przybyło 1,5 mln nowych miejsc pracy.

Spadek bezrobocia wreszcie zaczął się przekładać na rosnące pensje. Wzrastają produkcja przemysłowa oraz zatrudnienie w przemyśle. Indeksy optymizmu przedsiębiorców i konsumentów są na najwyższym poziomie od początku wieku, a akcje na nowojorskiej giełdzie biją historyczne rekordy. A to wszystko dzieje się jeszcze przed zapowiedzianą przez Trumpa reformą podatkową (patrz strona A4) i przed obiecywanym pakietem wydatków na infrastrukturę, a jedno i drugie powinno jeszcze zwiększyć tempo wzrostu gospodarczego.

Tych liczb nikt nie kwestionuje. Pytanie jednak brzmi, na ile jest to skutek działań obecnego prezydenta. Ożywienie gospodarcze nie zaczęło się przecież 20 stycznia, bo przez niemal całą drugą kadencję Baracka Obamy PKB rósł (choć w 2016 r. już tylko w tempie 1,6 proc.), a bezrobocie zeszło do poziomu 5 proc. w drugiej połowie 2015 r. – Trump nie zasługuje na żadne pochwały, ponieważ on nic nie zrobił. Nie było żadnej zmiany w polityce gospodarczej. Cały świat rozwija żagle, a nie tylko Stany Zjednoczone – uważa Mark Zandi, główny analityk agencji ratingowej Moody’s.

Inni przekonują jednak, że wzrost jest zasługą Trumpa, bo ograniczenie liczby regulacji jest faktem, a biznes już przyjął za rzecz przesądzoną, że reforma podatkowa – obniżająca m.in. stawkę CIT z 35 do 20 proc. – prędzej czy później wejdzie w życie. – To niesamowite, jak wiele zostało zrobione na polu regulacji. To naprawdę robi różnicę w gospodarce – mówi Doug Holtz-Eakin, ekonomista z konserwatywnego think tanku American Action Forum. Jednym z pierwszych podpisanych przez Trumpa rozporządzeń było to mówiące, że za każdą wchodzącą w życie nową regulację dwie istniejące muszą być usunięte.

Drugim, równie trudnym do rozstrzygnięcia pytaniem jest to, czy amerykańska gospodarka faktycznie może stale rosnąć w tempie 3 proc. albo wyższym. Gdy Trump deklarował ten cel, wielu znanych ekonomistów wyśmiewało go. Noblista Paul Krugman nazwał to „aktem ekonomicznej arogancji”, a były doradca ekonomiczny Obamy Larry Summers publicznie kwestionował fachowość gospodarczej ekipy nowego prezydenta. Teraz jednak wątpiących jest coraz mniej. Jeśli wzrost się utrzyma do maja przyszłego roku, a większość analityków w to nie wątpi, będzie to drugi najdłuższy okres koniunktury w amerykańskiej historii. A jeżeli potrwa do czerwca 2019 r., stanie się najdłuższy.

O ile to, czy Trump pomógł przyspieszyć gospodarce, jest kwestią dyskusyjną, o tyle nie ma wątpliwości, że jest on dla niej równocześnie największym potencjalnym zagrożeniem. Jeśli toczące się śledztwo wykaże, że sztab Trumpa w czasie kampanii wyborczej korzystał z rosyjskiej pomocy, albo jeśli prezydent wda się w konflikt zbrojny z Koreą Północną lub też wydarzy się jeszcze coś nieprzewidywalnego – o co w przypadku Trumpa nietrudno – nieuniknionym efektem będzie potężna nerwowość na rynkach finansowych i koniec okresu szybkiego wzrostu.

Od wyboru Donalda Trumpa przybyło 1,5 mln nowych miejsc pracy