Michał Potocki i Karolina Baca-Pogorzelska: Jaka była pana pierwsza reakcja, gdy dowiedział się pan o artykule DGP na temat sprowadzania do Polski węgla z terenów samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej?

Ihor Nasałyk*: Jeśli mam być szczery, to była zdecydowanie negatywna. Ten temat został poruszony podczas mojego spotkania z ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim. Sytuacja jest dla nas nieprzyjemna. Ukraina w efekcie agresji Rosji straciła część terytorium. Praktycznie cały wydobywany antracyt pozostał na obszarze niekontrolowanym przez nasze władze. Co więcej, separatyści znacjonalizowali kopalnie, które się tam znajdują.

Po tym fakcie Ukraina podjęła decyzję o całkowitej blokadzie dostaw surowca z terytorium niekontrolowanego. Podjęliśmy tę decyzję, bo zakup węgla od znacjonalizowanych przedsiębiorstw oznaczałby finansowanie terroryzmu. Wy pokazaliście, w jaki sposób ten węgiel trafia do Polski. W podobny sposób schemat był wykorzystywany w stosunku do Turcji. Ministerstwo zwróciło się do naszych ambasad, aby kontrolowały sytuację.

W przypadku Turcji udało się to zablokować?

Tak. Inne firmy aktywnie włączyły się do tego procesu. Pewnie gdyby nie udało nam się tego załatwić z Ankarą, nie byłoby sprawy z Warszawą. Separatyści w ten sposób szukają innych kanałów sprzedaży węgla. Działalność tak zwanych Donieckiej i Ługańskiej RL w około 60 proc. jest finansowana ze sprzedaży antracytu.

Jak dużo węgla eksportują separatyści do Europy?

Nie kontrolujemy tego, więc trudno mi podać konkretną liczbę. Ale w ubiegłym roku wydobyto tam około 10–11 mln ton surowca. Jeśli wziąć średni zysk rzędu 80 dol. na tonie, mówimy niemal o miliardzie dolarów. A ja nie widzę różnicy między kupowaniem ropy naftowej od Państwa Islamskiego i kupowaniem węgla ze strefy ORDŁO (Szczególne Rejony Obwodów Donieckiego i Ługańskiego – tak w sensie prawnym Ukraina nazywa niekontrolowane tereny Zagłębia Donieckiego – red.).

Czy po wprowadzeniu blokady udało się w pełni wstrzymać dostawy antracytu z ORDŁO?

Nie otrzymujemy ani jednej tony węgla z ORDŁO. Przerabiamy instalacje cieplne z antracytu na gaz. Dotychczas zużywaliśmy jakieś 10 mln ton antracytu rocznie, w tym będzie to 7 mln ton, w przyszłym - 4 mln, a od 2019 r. planujemy w ogóle wstrzymać zakupy tego surowca. Tegoroczne 7 mln kupujemy z RPA, zaczynamy współpracę z USA, rozmawiamy z Indonezją. Przepłacamy, to fakt, bo ten antracyt jest droższy. Ale to cena niezależności. Nie będziemy finansować śmierci naszych żołnierzy, bo de facto do tego prowadzi płacenie separatystom za węgiel.

Jedno z naszych źródeł dopuszcza możliwość, że węgiel z ORDŁO wraca na Ukrainę rewersem jako rosyjski. To możliwe?

To absolutnie nieprawda. Bardzo łatwo to skontrolować. W rozmowach ze służbą celną poruszyłem kwestię analizowania importu węgla. Każda kopalnia ma swoją geologię, a węgiel – kaloryczność i strukturę. Jeśli dacie mi próbkę surowca, powiem wam, gdzie została wydobyta. To jak odcisk palca. Wszyscy wiedzą, że jeśli analizy wykażą, iż węgiel pochodzi z ORDŁO, zostanie w całości skonfiskowany.

Analizujecie na granicy wszystkie transporty węgla?

Istnieje ukraińska kopalnia, która pracuje na terytorium rosyjskim. Te transporty są kontrolowane. Amerykańskiego węgla nie musimy pod tym kątem sprawdzać. Podchodzimy do tego zdecydowanie, bo każda kopiejka, która idzie do ORDŁO, przynosi śmierć. Byliśmy zdziwieni, że taka sytuacja wyniknęła z naszymi sąsiadami, którzy wspierali nas w walce z rosyjskim agresorem.

Rozmawiał pan na ten temat z ministrem Tchórzewskim?

Obaj zareagowaliśmy negatywnie. Oczywiście nie mogę mówić polskiemu rządowi, co ma robić. Ale sądzę, że stanowisko ministra będzie wystarczająco zdecydowane.

Minister dotychczas niezbyt zdecydowanie wypowiadał się na ten temat. Mówił, że tego węgla aż tak dużo nie sprowadzono.

Nieważne, dużo czy mało. Kiedy wlać łyżkę dziegciu do beczki z miodem, psuje smak całości. Jako państwo uważamy, że zakup surowca z tamtych terenów to walka przeciwko Ukrainie. 

*Ihor Nasałyk to minister energetyki Ukrainy