Choć państwowy przemysł zbrojeniowy skupiony obecnie w Polskiej Grupie Zbrojeniowej od lat nie potrafi eksportować większych ilości swoich produktów, a dostawy dla resortu obrony często napotykają poważne przeszkody, to w ostatnich kilkunastu miesiącach liczba kontraktów płynących z Ministerstwa Obrony Narodowej dla państwowych zakładów znacząco wzrosła. Huta Stalowa Wola czy warszawskie PCO mają obecnie zamówienia gwarantujące pracę na kilka lat oraz dysponują nowoczesnym know-how bądź są w trakcie jego pozyskiwania. HSW podpisała ostatnio z resortem obrony umowy na dostawę armatohaubic Krab (jest to związane z pozyskaniem technologii z Korei) czy samobieżnych moździerzy Rak. Z kolei PCO pod koniec ubiegłego roku zawarło kontrakt na dostawę m.in. celowników termowizyjnych czy gogli i lornetek noktowizyjnych. Spółka dostarcza też elementy do zamówionych ostatnio zestawów przeciwlotniczych Poprad oraz będzie zaangażowana w dostawy do modernizowanych czołgów Leopard 2.

– Naszym głównym wyzwaniem staje się teraz pozyskanie i utrzymanie wykwalifikowanej kadry – stwierdza Bartłomiej Zając, członek zarządu i zarazem dyrektor rozwoju HSW, który w spółce pracuje od kilkunastu lat. W produkującej na potrzeby zbrojeniówki hucie od ponad siedmiu lat nie była prowadzona produkcja seryjna na potrzeby wojska. To oznacza, że pracownicy nie są przyzwyczajeni do reżimu takiej pracy i presji, jaka się z tym wiąże.

Problemem jest też wysoka średnia wieku. Już w ubiegłym roku Polska Grupa Zbrojeniowa, wskazując na strukturalne problemy z zatrudnieniem, podawała, że ponad 50 proc. pracowników we wszystkich jej spółkach miała powyżej 55 lat. Średnia w HSW to ponad 50 lat. – Nie możemy dopuszczać do tego, by na emeryturę odchodzili pracownicy z bezcennym doświadczeniem, wcześniej nie przekazując go młodszym kolegom. To są rzeczy, których nie da się nauczyć w szkole i kupić za pieniądze. Dlatego wdrożyliśmy program sukcesji – tłumaczy Bartłomiej Zając.

Jednak trudności pojawiają się także z młodszymi pracownikami. Nawet jeśli uda się zatrudnić inżynierów po studiach, to po dwóch, trzech latach, gdy zdobędą już nieco doświadczenia, chcą oni przenosić się do większych miast. Zdaniem dyrektora rozwoju HSW, jeśli uda się ich utrzymać do momentu, gdy rodzą im się dzieci, to ryzyko odejść będzie znacznie mniejsze. W niektórych zakładach dla wybranych pracowników stosowane są tzw. złote kajdanki. Tego typu umowa przewiduje, że niektórzy pracownicy mają co roku odkładane na specjalnym koncie dodatkowe (poza regularną pensją) kilkanaście tysięcy złotych. Z tym że całą tę kwotę mogą podjąć dopiero wtedy, gdy przepracują dla zakładu 10 lat.

Specyfiką zbrojeniówki jest to, że potrzebni są ludzie z bardzo nietypowymi umiejętnościami. – My poszukujemy inżynierów od konstruowania układów optycznych. Takie osoby są kształcone m.in. na Politechnice Warszawskiej czy w Wojskowej Akademii Technicznej, ale jest ich kilka bądź kilkanaście rocznie. A siłą rzeczy nie wszyscy przyjdą pracować do nas – tłumaczy Ryszard Kardasz, prezes PCO. By doczekać się odpowiednich techników, przedsiębiorstwo rozpoczęło kilka lat temu współpracę z jedną ze stołecznych szkół średnich. Lekcje prowadzą tam m.in. pracownicy firmy, a część praktyk odbywa się na terenie zakładu.

W cenie są także tzw. integratorzy systemów, czyli ludzie, którzy mają doświadczenie i w elektronice, i w informatyce, a najlepiej jeszcze w zarządzaniu. – Znalezienie takich fachowców jest naprawdę bardzo trudne – bo też walczą o nich największe firmy. Dwa lata temu uruchomiliśmy dział integracji systemów, ale to jeszcze nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów – stwierdza Kardasz. Takie „przekrojowe” kompetencje są kluczowe m.in. przy produkcji głowic optoelektronicznych czy prac związanych z systemami kierowania ogniem.

Choć problemy braku wykwalifikowanej kadry na razie dotyczą zaledwie kilku spółek z państwowej PGZ, to prawdopodobnie w kolejnych latach problem będzie się pogłębiał.

– Problemy sektora zbrojeniowego to nie jest coś, co powinno dziwić, bo braki kadrowe dotyczą wszystkich branż. Cały sektor produkcyjny cierpi na brak wykwalifikowanych pracowników technicznych – wyjaśnia Andrzej Kubisiak, dyrektor działu analiz z zajmującej się rekrutacją firmy Work Service. – Czy to się w bliskiej przyszłości zmieni? Nie sądzę. Trzy główne przyczyny: niskie bezrobocie, starzejące się społeczeństwo i zmniejszająca się, ale wciąż mająca miejsce emigracja, nie mają szans na szybkie rozwiązanie.