DGP dotarł do opinii ZUS do projektu nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach społecznych. Wynika z niej, że zakład nie ma nic przeciwko temu, by przedłużony mały ZUS objął także osoby, które obecnie korzystają z ulgowych stawek.

- Zwracam się z uprzejmą prośbą o rozważenie możliwości objęcia wskazanym okresem osób prowadzących pozarolniczą działalność, które w dniu wejścia zmian przepisów korzystają już z możliwości opłacania składek preferencyjnych na zasadach dotychczasowych – napisała prezes ZUS Gertruda Uścińska. Proponuje ona nawet konkretny przepis przewidujący, że osoby, które obecnie korzystają z preferencji, zachowają przywilej po wejściu w życie ustawy do 36 miesięcy od momentu założenia działalności gospodarczej.

W projekcie nowelizacji ustawy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapisało, że ulga dotyczyłaby tylko osób rozpoczynających prowadzenie działalności gospodarczej po wejściu z życie nowych przepisów, czyli od 1 stycznia 2018 r. Takie osoby przez dwa lata płaciłyby preferencyjny ZUS na obecnych warunkach, a w trzecim roku składkę od 60 proc. minimalnego wynagrodzenia. Dziś w trzecim roku zaczynają płacić standardową stawkę – od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Trzeci rok byłby więc przejściowy. Dzięki temu składka nie rosłaby skokowo, z 487 zł do ponad 1170 zł, jak dziś.

Członek kierownictwa ministerstwa mówi nam, że propozycja objęcia zmienionymi zasadami tylko nowych firm wynika z ograniczeń informatycznych ZUS. Zdaniem naszego rozmówcy zakład miałby problemy z szybkim wdrożeniem zmian w swoich systemach dla osób już dziś korzystających z ulgi.

ZUS deklaruje jednak, że poradzi sobie także, jeśli ustawa wejdzie w życie od 1 stycznia 2018 r. i obejmie też już funkcjonujące firmy. Zakład podtrzymuje, że na wprowadzenie nowości w systemach informatycznych potrzebuje dziewięciu miesięcy, ale zauważa, że do tego czasu pracownicy ZUS mogą weryfikować uprawnienia "ręcznie". Przedsiębiorcy składaliby jedynie deklarację w 25. miesiącu prowadzenia działalności i wskazywaliby w niej, że od teraz będą rozliczali się według podstawy wymiaru 60 proc. minimalnego wynagrodzenia.

Zdanie prezes ZUS może w tym przypadku przeważyć szalę na korzyść przedsiębiorców, którzy chcieliby płacić mniej. Bo jak wynika z naszych rozmów z osobami z kierownictwa resortu rodziny, jeśli w trakcie konsultacji pojawią się propozycje zmian, np. pomysł na objęcie przedłużoną ulgą osób obecnie z niej korzystających, to ministerstwo nie będzie upierało się przy wstępnej propozycji.

Opinia szefowej ZUS powinna też przypaść do gustu wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Już niemal rok temu zaczął on prace nad ułatwieniami dla przedsiębiorców zebranymi w "Konstytucji biznesu". Trzyletnie preferencje w składkach na ZUS wychodzą naprzeciw celom pakietu ułatwień dla firm, który Ministerstwo Rozwoju próbuje od wielu miesięcy przeforsować na forum rządu.

Morawiecki miał własną propozycję, która wprowadzała zupełnie nowatorski mechanizm płacenia składek na ZUS. Wadą tego rozwiązania było to, że nie może być szybko wprowadzone. Pomysł polegał na tym, by każdy przedsiębiorca zarabiający miesięcznie nie więcej niż dwuipółkrotność minimalnej pensji, mógł liczyć swoje składki na ubezpieczenie od wielkości przychodu, zamiast opłacać je ryczałtem. Skorzystaliby zwłaszcza ci, którzy osiągają najmniejsze obroty: w ich przypadku "szusowanie" na zasadach ogólnych (składka ryczałtowa, policzona od 60 proc. przeciętnej pensji) to obciążenie, któremu często nie są w stanie sprostać. Właśnie dlatego wiele firm prowadzących małą działalność gospodarczą upada po przejściu z małego ZUS (liczonego od 30 proc. pensji minimalnej) na składki na zasadach ogólnych. Nowe rozwiązanie miało eliminować ten efekt dzięki podzieleniu przychodu na przedziały co 200 zł. W pierwszym przedziale – od zera do 200 zł miesięcznie – składka na ZUS wynosiłaby 32 zł. Potem rosłaby o 32 zł dla każdego z przedziałów – tak, by w ostatnim (4801–5000 zł) sięgnąć 800 zł. Przy przychodzie większym od 5000 zł przedsiębiorca byłby zobowiązany płacić ZUS na zasadach ogólnych.

Eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju sceptycznie podchodzą do rządowych pomysłów na wydłużenie obniżonych składek na ZUS. Ich zdaniem zamiast myśleć o tym, jak rozwiązać problem zamykania działalności gospodarczej części samozatrudnionych, po tym jak wygasną 2-letnie preferencje w składkach ZUS, warto zastanowić się nad tym, jak wspierać osoby o niskich dochodach. Nie tylko te prowadzące biznes, lecz także pracujące na bazie innych umów. Analitycy FOR uważają, że proponowane rozwiązania powinny zmierzać do wyciągania ludzi z szarej strefy, a punktem wyjścia mogłoby być podniesienie limitu kosztów uzyskania przychodów w podatku PIT, a co za tym idzie – zmniejszenie obciążeń podatkowych dla pracujących.

Resort rodziny nie powinien stawiać oporu, premier Morawiecki też nie

OPINIE

Prawo nie może wstrzymywać inwestycji

Projekt utrwala dotychczasowy, dysfunkcjonalny system, dokładając do niego tylko jeden nowy element – trzeci rok działalności gospodarczej z obniżonymi składkami, choć dwukrotnie wyższymi niż w pierwszych dwóch latach. Z preferencyjnych warunków będzie można skorzystać tylko wtedy, jeżeli działalność gospodarcza zostanie założona po wejściu ustawy w życie, czyli 1 stycznia 2018 r. Przedsiębiorcy rozkręcający swoje firmy wcześniej zostaną w oczywisty sposób poszkodowani. Każdy, kto będzie chciał skorzystać z lepszych warunków, będzie zatem wstrzymywał się z decyzją o założeniu działalności. Prawo, które zachęca do wstrzymywania się z decyzjami biznesowymi, w tym także z inwestycjami, nie jest dobrym prawem.

To inicjatywa pełniąca rolę plastra

Najlepsze byłyby rozwiązanie systemowe oddzielające osoby, które są faktycznie samozatrudnione i nie są żadnymi przedsiębiorcami, od reszty. Ale skoro go nie ma, to dobrze, że pojawiają się takie inicjatywy pełniące rolę plastra. Jednak projekt Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zawiera poważne wady. Zadekretowanie daty wejścia w życie od 1 stycznia i wyłączenie z niego osób już dziś opłacających preferencyjny ZUS spowoduje, że do stycznia nikt nie założy nowej działalności. Z kolei jeśli 300 tys. osób, które płacą dziś preferencyjny ZUS, nie będzie mogło skorzystać z nowego rozwiązania, będzie to dyskryminacja. Dlatego ta propozycja powinna być skierowana do wszystkich.