Choć od kilku miesięcy alarmujemy, że z powodu wydobywczej zapaści u największego producenta, czyli Polskiej Grupy Górniczej, jeszcze w tym roku zabraknie nam węgla kamiennego, to nadzorujący górnictwo resort energii twierdzi, że spółka wykona założony na 2017 r. plan wydobywczy, na dodatek z nadwyżką. Sęk w tym, że to niemożliwe.

Jak ustaliliśmy, kopalnie PGG w pierwszym półroczu wyprodukowały 12,7 mln ton węgla. Spółka informuje jednak o 14,5 mln ton. Jak to możliwe? 14,5 mln ton obejmuje wydobycie za pierwsze półrocze 2017 r. wszystkich kopalń PGG, w tym kopalń przejętych 1 kwietnia od Katowickiego Holdingu Węglowego, które tę produkcję zrealizowały w I kwartale, a więc jeszcze w strukturach KHW - wyjaśnia rzecznik PGG Tomasz Głogowski. Takie ujęcie pozwala na ocenę realizacji zadań przez kopalnie spółki w perspektywie całego roku i uwzględnia rzeczywistą produkcję węgla - dodaje.

Tyle tylko że PGG deklaruje, że wyprodukuje w tym roku przynajmniej 32 mln ton. Biorąc pod uwagę pierwsze półrocze, nawet przy wliczeniu produkcji dawnego KHW, matematyka jest bezlitosna i pokazuje wielką dziurę węglową. 32 mln ton z biznesplanu PGG pochodzi z 2016 r., kiedy nie było jeszcze pomysłu przejęcia kopalń KHW - przypomina jeden z naszych śląskich rozmówców z branży.

Kłopoty PGG już są odczuwalne i powodują wzrost importu surowca. Jak ustaliliśmy, po pierwszych pięciu miesiącach tego roku (dane za półrocze będą znane dopiero za kilka dni) import węgla kamiennego do Polski wyniósł 3,8 mln ton wobec 3,2 mln ton w tym samym okresie 2016 r. Import węgla z Rosji, gdzie kupujemy go najwięcej, wyniósł 2,3 mln ton wobec 2 mln ton rok wcześniej. Tegoroczny import może być wyższy od ubiegłorocznego nawet o 2 mln ton.

Inwestorzy PGG, którzy przez rok dokapitalizowali spółkę powstającą na gruzach bankrutującej Kompanii Węglowej kwotą 3 mld zł, są wściekli. Jak ustaliliśmy, energetyka będąca największym udziałowcem PGG domaga się obniżek pensji dla zarządu górniczego kolosa. Niech oni wreszcie przestaną gadać, tylko zaczną fedrować - słyszymy. Energetyka nie mówi na razie głośno o obawach co do pokrycia zapotrzebowania na paliwo dla elektrowni, ale na wszelki wypadek zażądała od PGG zatrzymania przyszłorocznych dostaw na eksport, o czym DGP informował jako pierwszy. A to z kolei będzie oznaczało kłopoty innego współwłaściciela PGG, czyli Węglokoksu. Nie odczuwamy żadnych problemów z dostawami i zakładamy, że kontrakty będą realizowane. Nie mamy przesłanek, by twierdzić, że jest inaczej - podkreśla Henryk Baranowski, prezes PGE, która jest jednym z głównych udziałowców PGG.

Pytanie jednak, jak PGG poradzi sobie z tegoroczną dziurą węglową, która według naszych obliczeń wyniesie ok. 5 mln ton. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że spółka mogłaby na przykład kupić węgiel od prywatnej kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, która produkuje ok. 1,7 mln ton węgla rocznie. Zakład ten należy do czeskiego EPH. Daniel Častvaj, szef marketingu i komunikacji tej firmy, powiedział jednak DGP, że czeska firma nie planuje na razie zmian kierunków sprzedaży węgla z Silesii, a plotek i spekulacji nie komentuje.

Innym rozwiązaniem może być wstrzymanie przekazania do likwidacji w Spółce Restrukturyzacji Kopalń ruchu Śląsk kopalni Wujek - twierdzi jeden z naszych rozmówców. PGG do końca tego roku miała w planach pozbycie się zarówno Śląska, jak i kopalni Wieczorek. O wydobywcze kłopoty PGG i dane dotyczące całego sektora w pierwszym półroczu spytaliśmy Ministerstwo Energii, ale nie odpowiedziało na nasze pytania.

Tymczasem pojawia się coraz więcej głosów na temat tego, że PGG będzie mimo wszystko potrzebować kolejnego zastrzyku finansowego. Zwłaszcza że firma deklaruje roczne inwestycje na poziomie 1,7 mld zł i bierze pod uwagę zakup Katowickiego Węgla, czyli spółki handlowej KHW. Energetycy w nieoficjalnych rozmowach przekonują nas, że nie ma mowy, by po raz kolejny wyłożyli pieniądze dla PGG, nawet jeśli będą naciskani przez resort energii. Pieniędzmi może jeszcze sypnąć kolejny udziałowiec PGG, czyli państwowe Towarzystwo Finansowe Silesia.

Jak? Według naszych rozmówców TF Silesia mogłoby sprzedać akcje koksowni Victoria Jastrzębskiej Spółce Węglowej, która w ubiegłym roku, gdy była w trudnej sytuacji finansowej, pozbywała się majątku z prawem pierwokupu. 58,35 proc. pakiet akcji Victorii, które są w posiadaniu TF Silesia, jest wart ok. 200 mln zł. A to kwota, jakiej PGG może potrzebować pod koniec roku na wypłacenie górnikom nagrody barbórkowej.

 JSW jednak odżegnuje się od takiego pomysłu. Nie prowadzimy obecnie żadnych rozmów z akcjonariuszami na temat odkupienia udziałów koksowni Victoria - zapewniła nas Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. Resort energii nie odpowiedział na pytania DGP dotyczące tej ewentualnej transakcji.