Co poczułeś, gdy Unia Europejska podczas ostatniego szczytu postanowiła o kolejne pół roku przedłużyć sankcje gospodarcze nałożone na Rosję? Obowiązują od 2014 r. jako odpowiedź na najazd na Ukrainę i polegają m.in. na ograniczeniach w dostępie do zagranicznego kapitału dla rosyjskich banków państwowych czy firm naftowych. Ucieszyłeś się?

A czy ucieszyła cię czerwcowa decyzja prezydenta Donalda Trumpa, by zrezygnować z zapoczątkowanego przez Baracka Obamę otwarcia na Kubę? USA nałożyły sankcje na wyspę w latach 60. XX w., po tym, gdy bracia Castro z sukcesem przeprowadzili tam komunistyczną rewolucję.

Może uważasz, że słusznie postąpił świat Zachodu, właściwie całkowicie wyłączając totalitarną Koreę Północną z globalnej wymiany handlowej, finansowej i inwestycyjnej?

Dobrze się zastanów, zanim odpowiesz.

Zresocjalizować tyrana

W teorii sankcje gospodarcze to wspaniały instrument nacisku na rząd, którego polityka jest dla społeczności międzynarodowej nie do zaakceptowania. Wspaniały, bo bezkrwawy. Sankcje – jak ujął to prezydent USA Woodrow Wilson – to „pokojowe, ciche lekarstwo”. Są jak ekonomiczne oblężenie, w trakcie którego zamiast strzelać i wysyłać czołgi, biurokratycznym dekretem odcina się dopływ gospodarczej krwi do danego kraju, blokując zagraniczne konta jego władcom, ograniczając wzajemną wymianę handlową czy utrudniając dostawy kluczowych surowców – i czeka się, aż jego władcy zmiękną.

Czekamy więc cierpliwie na moment, gdy Władimir Putin w worku pokutnym uda się do Kijowa i pod okiem notariusza z ONZ zwróci Krym Ukrainie. Z nadzieją wyglądamy chwili, w której Kim Dzong Un pozamyka w Korei obozy, w których przetrzymuje więźniów politycznych. Moment zaś, w którym na Kubie rozkwitnie kapitalizm, wydaje się nam tuż-tuż. Tak, kpię. Bo skuteczność sankcji gospodarczych – rozumiana jako zmiana polityki państwa, na które się je nakłada, w zgodzie z intencją tego, kto je wprowadza – jest bliska zeru.

Politolog Robert A. Pape, wykładający na Uniwersytecie Chicagowskim, tłumaczy w artykule „Dlaczego sankcje gospodarcze nie działają”, że przekonanie o skuteczności embarga jako instrumentu nacisku jest wśród rządzących relatywnie nowe. Owszem, od zakończenia I wojny światowej ich wykorzystanie w relacjach międzynarodowych było coraz częstsze, ale głównie dlatego, że zostały uznane za liberalną alternatywę dla wojny zbrojnej, lekarstwo pierwszego rzutu podawane w nadziei, że, daj Boże, dzięki temu nie trzeba będzie używać armii. W nadziei, ale nie w pełnym przekonaniu.