Na koniec 2016 r. działalność w tej branży prowadziło 23 750 przedsiębiorców, o 360 więcej niż w 2015 r. Najliczniejszą grupę wciąż stanowią ekologiczni producenci rolni. Było ich 22,4 tys., o 0,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Większy, 25-procentowy wzrost nastąpił po stronie producentów specjalizujących się w konserwowaniu, przetwarzaniu produktów rolnictwa ekologicznego. Ich liczba zwiększyła się do 705.

Zdaniem ekspertów z PNG, polskiej jednostki przyznającej certyfikaty produktów ekologicznych, to zasługa mody na zdrowe jedzenie. Rolnicy i przetwórcy zaczęli osiągać zyski z działalności. W latach poprzednich głównym źródłem ich dochodu były dopłaty do produkcji.

– Rosnący popyt to największy bodziec do zaistnienia na rynku, ale niejedyny. Pozytywny wpływ miało też wprowadzenie od stycznia ubiegłego roku przepisów o sprzedaży bezpośredniej. Zmniejszyły one skalę formalności wymaganych przy kooperacji rolników z detalistami – zauważa Mieczysław Babalski, prezes Kujawsko-Pomorskiego Stowarzyszenia Producentów Ekologicznych „Ekołan”.

Dodaje, że rosnące możliwości zbytu zachęciły do przechodzenia na produkcję ekologiczną zwłaszcza gospodarstwa mniejsze – 5–10-hektarowe. – W związku z tym choć rolników przybywa, to skala upraw pozostaje przez cały czas na podobnym poziomie – tłumaczy.

Szacuje się, że w ubiegłym roku Polacy wydali na ekologiczną żywność 900 mln zł, o 100 mln zł więcej niż rok wcześniej. To oznacza, że 2016 r. był kolejnym, w którym została osiągnięta dwucyfrowa dynamika sprzedaży.

Sytuacja zmieniła się znacząco, odkąd kilka lat temu Instytut Badań Rolnictwa Ekologicznego FiBL ze Szwajcarii opublikował raport pokazujący, że w Polsce poziom spożycia żywności ekologicznej w przeliczeniu na mieszkańca to ok. 4 euro. W Niemczech było to wówczas 97 euro. W Szwajcarii, gdzie na produkty eko wydaje się najwięcej na świecie – 221 euro.

Przed kilkoma laty żywność ekologiczna była dostępna w Polsce wyłącznie na bazarach oraz w pojedynczych specjalistycznych sklepach. Dziś takich placówek jest około 800. Do tego działają one już nie tylko w największych aglomeracjach.

O żywność ekologiczną swój asortyment coraz chętniej uzupełniają ogólnopolskie sieci supermarketów. Ostatnio amerykański fundusz CVC Capital Partners, właściciel sieci Żabka, ogłosił, że w ramach nowej strategii wzmocni kategorię zdrowego jedzenia. Tym samym Żabka dołączy do Lidla, Biedronki, Piotra i Pawła, Netto czy Carrefoura, w których konsumenci mogą już od pewnego czasu kupować certyfikowane produkty.

Sieci deklarują, że stawiają przede wszystkim na produkty z Polski. Przykładem Carrefour, który proponuje już ponad 300 certyfikowanych wyrobów ekologicznych. Dwie trzecie pochodzi z naszego kraju. Jak mówi Guillaume de Colonges, prezes polskiego oddziału francuskiego potentata, oferta sukcesywnie jest rozbudowywana. Sieć stworzyła na terenie swoich sklepów odrębną ekspozycję warzyw i owoców pod nazwą „produkty bio/Carrefour bio” oraz dużą strefę z produktami przetworzonymi. Potencjał tej kategorii potwierdza to, że we Francji Carrefour uruchomił nawet odrębną sieć sklepów pod nazwą Bio ze swoim logotypem. Sprzedawane są tam wyłącznie produkty ekologiczne.

– Nie bez znaczenia dla dystrybucji są stale pojawiające się w internecie portale, na których rolnicy i producenci mogą oferować swoje wyroby – dodaje Mieczysław Babalski.

Rosnąca konkurencja przyczynia się do spadków cen, co z kolei wzmacnia popyt. Trend obniżek jest najbardziej widoczny w kategorii produktów nieprzetworzonych, takich jak owoce, warzywa. W wielu sklepach można je kupić już tylko o kilkanaście procent drożej, co takie same produkty wytworzone metodami konwencjonalnymi.

– Na przestrzeni lat spłaszczyły się też różnice w cenach przetworzonych produktów. Kiedy 12 lat temu uruchamiałam pierwszy sklep ze zdrową żywnością pod marką Żółty Cesarz, sos sojowy, dżem czy wędliny ekologiczne kosztowały dwa razy tyle, co te wyprodukowane tradycyjnymi metodami. Były niczym eksponaty na półce. Dziś są droższe średnio o niespełna 50 proc. – wymienia Agnieszka Olędzka, założycielka sieci. Jej zdaniem zmiana cen wynika po pierwsze z pojawienia się polskich produktów, a po drugie z rozwoju hurtowni specjalizujących się w ich sprzedaży.