Nikt nie wie, ilu było wśród nich oszustów, a ile legalnie działających firm, których właściciele z różnych przyczyn wstrzymali działalność.

Na jej zawieszenie nawet na dwa lata pozwala ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Fiskus na to nie zważa, bo ustawa o VAT każe mu wykreślać zawieszone firmy z rejestru podatników.

Przy okazji sprzedaży auta lub wyposażenia właściciele dowiadują się, że tkwią w podatkowym niebycie. Przypadkowo, bo urząd nie zawiadamia o wyrejestrowaniu. Można się tego dowiedzieć tylko ze strony resortu finansów, czyli z Portalu Podatkowego, gdzie jednego dnia firma figuruje, a drugiego już jej nie ma.

Skarbówka nie bierze pod uwagę, że przedsiębiorcy, którzy zawiesili biznes, wciąż dostają faktury za najem lokalu, leasing auta lub użytkowanie wieczyste. Ustawa o swobodzie działalności wyraźnie pozwala w okresie zawieszenia „wykonywać wszelkie czynności niezbędne do zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów”.

Czy zatem można odejmować podatek z otrzymanych faktur? Z ustawy o VAT wynika, że nie: zabrania odliczania go przez firmy niezarejestrowane jako czynni VAT-owcy.

Problem mają też kontrahenci, którzy chcieliby od zawieszonej firmy kupić samochód albo wyposażenie. Ustawa o swobodzie działalności pozwala je zbywać w okresie zawieszenia. Ale fiskus stoi na stanowisku, że faktura wystawiona przez wyrejestrowanego podatnika nie daje prawa do odliczenia podatku wykazanego na dokumencie sprzedaży.

Do tego urząd skarbowy, wykreślając z rejestru, nie działa na podstawie żadnych formalnych decyzji. Nie można się zatem odwołać. Jedyne, co można zrobić, to... dzwonić i domagać się korekty.

– Firma, która wysłała pismo w tej sprawie, została już następnego dnia przywrócona do rejestru. Oczywiście nikt nie pofatygował się, żeby o tym powiadomić – opowiada Dorota Kosacka-Olszewska, doradca podatkowy i partner w DK Doradztwo w Białymstoku.

CZYTAJ WIĘCEJ: Nie ma dnia bez wykreślania firm >>>