Prawie 24,2 mld euro wyniósł eksport polskich produktów rolno-spożywczych w 2016 r. – wynika ze wstępnych danych GUS. To zaledwie o 296 mln euro więcej niż rok wcześniej. Zaledwie, bo przez sześć poprzednich lat rósł o 1,5–2,7 mld euro rocznie.

Spadają ceny, rośnie konkurencja

Ten niewielki wzrost nie jest przypadkowy, choć można się było spodziewać, że osłabienie złotego wobec euro i dolara powinno sprzyjać eksportowi – uważa prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Jego zdaniem przyczyniło się do tego m.in. spowolnienie światowej gospodarki. Według MFW w 2016 r. urosła ona o 3,1 proc., podczas gdy w roku poprzednim globalny PKB zwiększył się o 3,2 proc. To ograniczało popyt na żywność.

Eksport hamowały także niskie ceny wielu produktów rolnych na światowych rynkach.

Z danych należącej do ONZ Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) wynika, że w 2016 r. ceny produktów rolno-spożywczych spadły o 1,5 proc. – informuje Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole. Dodaje, że w pierwszej połowie ubiegłego roku szczególnie widoczne były spadki cen mięsa, produktów mlecznych i zbóż, a one mają duży udział w naszym eksporcie. To dlatego eksport polskich produktów mleczarskich i zbóż skurczył się w ubiegłym roku o ok. 5 proc. Aż o 9 proc. spadła sprzedaż tytoniu i wyrobów tytoniowych za granicą po wprowadzeniu przez Unię Europejską dyrektywy, która zobowiązuje do zmiany wyglądu paczek papierosów, aby bardziej zniechęcały do palenia.

Profesor Kowalski zwraca też uwagę, że trudno utrzymać w długim okresie dwucyfrowe tempo wzrostu eksportu, z jakim mieliśmy do czynienia w poprzednich latach, bo wzrosła konkurencja na rynku światowym i powstają nowe centra produkcji żywności. Podaje przykład Indii, które są importerem mleka, ale w ciągu dwóch lat zwiększyły jego produkcję o 20 proc. i zmniejszyły zakupy.

Nasi eksporterzy przez lata konkurowali nie tylko jakością, ale i ceną oferowanych produktów. Były one często niższe ze względu m.in. na stosunkowo niskie koszty pracy. Ale to się zmienia. – Co roku rośnie płaca minimalna i oczekiwania płacowe pracowników, które coraz częściej uwzględniają pracodawcy – mówi prof. Kowalski. W efekcie wyczerpują się proste przewagi konkurencyjne.

Unijny rynek nie jest z gumy

Ważne jest również to, że aż ponad 80 proc. całego naszego eksportu żywności trafia na rynek Unii Europejskiej. – Nie jest on z gumy i nie można w nieskończoność prowadzić na nim ekspansji – zauważa Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Dlatego sprzedaż produktów rolno-spożywczych w krajach Wspólnoty wzrosła w ubiegłym roku zaledwie o 0,1 pkt proc.

Według Gantnera w Unii szybko rośnie protekcjonizm i każdy kraj próbuje chronić własny rynek przed obcymi produktami. Nasze firmy doświadczają tego w Czechach czy we Francji, gdzie nawet nikłe uchybienia jakościowe niewielkich partii towarów są nagłaśniane, by zniechęcić klientów do polskiej oferty.

Na rynku Wspólnoty przybywa też konkurencji. Pojawiły się na nim na przykład bezcłowe kontyngenty produktów żywnościowych z Ukrainy. Są one tańsze, bo koszty ich produkcji są niższe niż u nas – zauważa dyrektor Gantner.

Trzeba jednak pamiętać, że mimo tych problemów w eksporcie żywności mamy ogromne osiągnięcia. Od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej sprzedaż produktów rolno-spożywczych zwiększyła się niemal pięciokrotnie. Obecnie już ponad 40 proc. wartości sprzedaży przemysłu spożywczego stanowi eksport – przed akcesją było to kilkanaście procent. A w handlu żywnością mieliśmy w ubiegłym roku nadwyżkę w wysokości 7,1 mld euro. 

Na rynku Unii Europejskiej szybko rośnie protekcjonizm

Promocja bez strategii

W Polsce funkcjonuje dziewięć funduszy promocji produktów rolno-spożywczych, których celem jest wspieranie ich spożycia i eksportu. Korzystają one z pieniędzy pobranych od producentów żywności (lokowane są na rachunkach bankowych Agencji Rynku Rolnego). Z przeprowadzonej w ubiegłym roku kontroli NIK wynika, że do tych funduszy wpłynęło od 2009 r. do I półrocza 2016 r. ponad 310 mln zł. Najwięcej wpłacono na Fundusz Promocji Mleka – blisko 75 mln zł i Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego – ponad 70 mln zł, a najmniej na Fundusz Promocji Mięsa Owczego – zaledwie 170 tys. zł.

Fundusze promocji wspierały działania marketingowe oraz wzrostu spożycia i promocji produktów rolno-spożywczych. Wydały na to ponad 268 mln zł.

Według NIK fundusze promocji znacząco przyczyniły się do wykorzystania środków z budżetu UE na programy promocyjne i informacyjne. Na 26 programów przyjętych do realizacji o łącznym budżecie ponad 83 mln euro, aż 23 o budżecie 76 mln euro stanowiły programy współfinansowane z funduszy promocji. Bez wkładu funduszy stowarzyszenia i organizacje promujące polskie produkty nie mogłyby się ubiegać o współfinansowanie kampanii promocyjnych z budżetu UE.

Izba podkreśla jednak, że koszty obsługi funduszy promocji oraz funkcjonowania komisji zarządzających z roku na rok rosną. Zaleciła ich obniżenie.

NIK zwróciła uwagę Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi, że nie określiło strategii promocji polskich produktów rolno-spożywczych. Planowano to zrobić już w 2009 r., jednak do zakończenia kontroli Izby taki dokument nie powstał. NIK zaleciła ministerstwu opracowanie i wdrożenie długookresowej strategii promocji polskiej żywności uwzględniającej wspólne cele branż oraz ich specyfikę.